Lipiec, czyli wakacyjna trasa cz. 1

Pora wakacji dla nas jako zespołu to wyjątkowy czas, można przecież połączyć przyjemne z pożytecznym 🙂 Co roku wybieramy się w tym okresie, by koncertować w górach i, aby nadać tej podróży odpowiedniego wydźwięku, tak jak w naszej piosence „1000 Kilometrów”, wakacyjną trasę rozpoczęliśmy 20 lipca koncertem w naszym rodzinnym Kołobrzegu. Tradycyjnie już, korzystając z przychylnych warunków atmosferycznych, na miejsce tego wydarzenia wybraliśmy plenerową scenę RCK’u.
kg scena
Dzięki temu mogliśmy zobaczyć na koncercie nie tylko znajome twarze, czy to przyjezdnych przyjaciół czy tubylców, ale także zupełnie przypadkowych przechodniów, którzy zwabieni odgłosami dobiegającymi ze sceny, postanowili się zatrzymać na chwilę dłużej. Myśleliśmy nawet, że to przez pomyłkę, w Kołobrzegu bowiem dnia następnego rozpoczynała się „nieco odmienna stylistycznie” impreza muzyczna – Sunrise Festival. Tym samym można śmiało powiedzieć, że chcąc nie chcąc, zainaugurowaliśmy to święto muzyki techno, co by się nawet zgadzało z oprawą, gdyż wcześniej wychwalana pogoda zaserwowała nam najpierw rytmiczne grzmoty z nieba, a potem również piorunujące efekty świetlne, które towarzyszyły nam od pewnego momentu aż do zakończenia koncertu 🙂 Na szczęście zdążyliśmy dokończyć występ, z chętnymi zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia, podpisać płyty, spakować sprzęt i dopiero wtedy lunęło jak z cebra 😀 Czekała nas tego wieczoru (a raczej tej nocy) jeszcze praca, gdyż postanowiliśmy odrobinę dopieścić nagrania jakich dokonaliśmy ostatnimi czasy w Danielce i to tu, to tam co nieco pozmieniać czy dograć.
kg-ilona-wiolka1.jpg
To nasze „odrobinkę” przeciągnęło się do 4 nad ranem i zanim zaczęliśmy ze zmęczenia grać czarnego bluesa, choć na chwilę udaliśmy się na spoczynek. Następnego dnia wybraliśmy się do Śremu, aby zagrać na… plaży 😀 Nie zdążyliśmy nawet wybrać się na spacer nad Bałtyk, będąc w naszym nadmorskim kurorcie, więc nad jeziorem postawiliśmy na piasku bose stopy  🙂 i choć to Wy mieliście możliwość rozłożyć się wygodnie na leżakach, delektując się szumem wody za plecami, my mogliśmy chociaż przed koncertem odrobinę dać się ponieść „wakacyjnemu zefirkowi”
srem zyzy.jpg
srem na scenie
Ta luźna atmosfera pełna zamyślenia udzieliła się najwidoczniej Michałowi gdy ten, komentując radosne tańce kilkuletnich dzieci pod sceną, mając zapewne zamiar powiedzieć „cheerleaderki”, skomentował ten uroczy obrazek mniej więcej słowami: „nasz zespół ma własne Chippendales” ;P Po koncercie udaliśmy się w bagatelka 3,5  godzinną podróż na nocleg do klasztoru (!) w Głuchołazach, wszystko po to, by zdążyć na g. 10 na próbę sceniczną przed koncertem na festiwalu KROPKA.
Spotkaliśmy tam jakieś dziwne postaci snujące się po korytarzach, czyżby duchy?!
chyba darek
Bardziej prawdopodobne, że ktoś tu śpieszył się do spania ;P
Mimo tak skandalicznie wczesnej pobudki (jak wiecie w trasie nie jest nam dane kłaść się o przyzwoitej porze) byliśmy w doskonałych humorach 😀 Z uśmiechniętymi buziami zameldowaliśmy się o umówionej godzinie na kropkowej scenie, a to za sprawą ekipy nagłaśniającej ten festiwal. Artur Czerwiński, właściciel daabsoundsystem, wraz z Krzyśkiem Lewandowskim, to najbardziej profesjonalna ekipa obsługująca wielkie imprezy z jakimi mieliśmy okazje współpracować.
kropka z krzysiem
Dlatego też próba przebiegła bez żadnych problemów i zanim się spostrzegliśmy, mogliśmy udać
się do hotelu, aby odespać trochę poprzednią noc i nabrać sił na wieczór. Gdy już byliśmy w trybie „koncentrejszyn” udaliśmy się posłuchać występujących tego wieczora dobrych znajomych ze sceny.
kropka czarny nosal telebim.jpg
Niestety pogoda zmusiła nas do wysłuchania koncertów z zaplecza, ale na szczęście wszystko widzieliśmy (w lustrzanym odbiciu) na telebimie.
kropka zdjeciekropka piotr wrobel

I tak jak w przypadku np. Darka Czarnego, Rafała Nosala czy Piotra Wróbla, z którymi nie raz mieliśmy zaszczyt dzielić w przeróżnych kombinacjach scenę, to z Arturem Andrusem wiąże nas „szczególna więź”. Otóż Drodzy Państwo, pacholęciem scenicznym będąc, byliśmy zapowiadani przez pana Artura podczas festiwalu NADZIEJA w Kołobrzegu. Gdy  w czasie naszego montowania się na scenie zabawiał publiczność jakąś wyszukaną anegdotą, zagłuszony przez niesforny zespół, odwrócił się do nas i krótko powiedział: „ja wam nie przeszkadzałem”. Takie były okoliczności poznania się z Arturem Andrusem 😀 Na tzw. bekstejdżu gwarno i wesoło, byli tu bowiem sami znajomi, którzy od lat tworzą ten festiwal. kropka garderoba
Chłopaki na chwilę przed wejściem na scenę, ku przerażeniu naszego Junka, zainteresowali się entomologią ;P
kropka zdjecie cmykropka cma
Zagraliśmy jako ostatni wykonawca tego wieczoru i, mimo późnej pory, Kropkowa publiczność dała z siebie wszystko, poniekąd i nam dostarczając niezbędnej energii. Tej wystarczyło jeszcze nawet na krótki afterek, wszak nie można zmarnować okazji do spotkania się z przyjaciółmi przy małym piwku 😉
kropka mariol cool slawka
À propos widocznego na zdjęciu naszego wieloletniego Przyjaciela (oraz organizatora KROPKI) Rafała „Coolmax’a” Długosza – p
odczas koncertu nasz piesek został w garderobie pod jego opieką i, gdy skończyliśmy grać ostatni utwór, widocznie nasz czworonóg nauczony, że na bis to on musi koniecznie wyjść na scenę, przysparzał trochę kłopotów, gdyż można było usłyszeć słowa Rafała:
– LEŻEĆ! Juno LEŻEĆ! Nie ŁAPKA Juno, tylko LEŻEĆ! ;D
Nazajutrz spotkaliśmy jeszcze na parkingu hotelowym pana Andrusa, który życzył nam szerokiej drogi, przyjęliśmy, że muzycznej 😉 Dziękujemy Głuchołazy, dziękujemy KROPKO.
kropka krowka

Wyruszyliśmy do Jamnej aby, na zaproszenie Adama Gancarka, zagrać w Chatce Włóczykija przy Schronisku Dobrych Myśli. Dosłownie zawisły nad nami czarne chmury i na miejscu przywitała nas ulewa przez wielkie Uu U.
jamna chmury 2

jamna scena

Tym bardziej, że nie było warunków do spacerów, po rozłożeniu sprzętu postanowiliśmy się przygotować do koncertu, tego dnia bowiem czekała nas podwójna premiera. Uznaliśmy, że wakacje to czas zabawy i swobody, nawet w naszej pracy i, że zaistniały odpowiednie warunki, by spróbować zagrać dla Was utwory z dopiero co nagranej płyty. Z racji tego, że Cisza najpierw nagrywa nowe piosenki na płytę a dopiero potem stara się ich nauczyć ;P, to właśnie letnie koncerty stały się dla nas poligonem doświadczalnym. Na pierwszy ogień przygotowaliśmy (znaczy się bardziej „nie umiemy tego zagrać ale co się może wydarzyć – najwyżej nam nie wyjdzie” ;P) dwa utwory „Last Minute” oraz „Dziwni Letnicy”. Po Waszych reakcjach wydaje nam się, że to była dobra decyzja 🙂 Odważyliśmy się tym samym, aby na kolejnych występach prezentować coraz więcej młodszych piosenek (których jeszcze bardziej nie umiemy zagrać ;P). Jeszcze jedna warta odnotowania sytuacja miała miejsce tego wieczoru. Po koncercie podszedł do Mateusza 16 letni syn właściciela, Grześ, nieśmiało pytając, czy może przez chwilę pograć na jego perkusji. Mateusz oczywiście się zgodził, chłopak zasiadł więc do zestawu i zaczął z młodzieńczą pasją ujarzmiać instrument.

Wtedy właśnie
……….
………
……..
…….
……
…..
….

..
.

pomyslowy dobromir

Przypomniało nam się, że Mateusz za dwa tygodnie chciał jechać na wesele szwagierki i kolidowało mu to z kolejną trasą. Po tym jak zobaczyliśmy umiejętności Grzesia, zaproponowaliśmy mu zastąpienie naszego perkusisty podczas trzech koncertów sierpniowych. Ten bardzo się ucieszył i obiecał przygotować się należycie, co stanowiło nie lada zobowiązanie, nie miał przecież za wiele czasu, a i z braku możliwości zorganizowania choćby jednej wspólnej próby sprawa wydawała się bardzo trudna. Właściwie to żaden rozsądny muzyk nie pisałby się na tak ryzykowne posunięcie, ale na szczęście Grześ z tym ryzykiem wpasował się idealnie – że niby od kiedy to Cisza postępuje rozsądnie? ;). My natomiast ucieszyliśmy się, że nie będzie nam brakować wszystkich do kompletu i Mateusz będzie mógł spokojnie wziąć udział w rodzinnej uroczystości. Po kolacji posiedzieliśmy chwilkę w przyjacielskim gronie, a nad ranem ruszyliśmy już w Bieszczady. Dziękujemy Jamna

Na początku eskapady po naszych ukochanych górach wybraliśmy się do Grzegorzówki w Starym Łupkowie. To bajeczne miejsce, stworzone przez Alę i Grzesia, których poznaliśmy przed laty w Schronisku nad Smolnikiem, jest ostoją spokoju położoną z dala od zgiełku miast i szybkiego miejskiego życia. Tu czas wręcz zatrzymuje się w miejscu, można się wyciszyć i napawać dzikimi Bieszczadami, choć, w przeciwieństwie do sąsiedniej Chatki Na Końcu Świata, mamy tu bieżącą wodę i co najważniejsze – prąd. O ile bez wody też można sobie tu radzić, chociażby kąpiąc się w strumyku, (nawet w zimie, co zresztą gospodarze udowodnili w telewizji :P), to bez prądu już trudniej chociażby zorganizować koncert 🙂 A tych, proszę Państwa, w Grzegorzówce tego lata mogliśmy naliczyć przynajmniej kilka – przed nami przynieśli tu swe dźwięki m.in. Jurkiel z Czarkiem z zespołu Słodki Całus Od Buby,  Caryna czy zespół Hern. Nic dziwnego, w takich okolicznościach przyrody sama przyjemność grać, zwłaszcza, że chętnych nie brakowało i miejsca pod zadaszeniem szybko się zapełniły. Zaraz zaraz, tak szybko autor przeszedł prawie do samego występu, a przecież działo się dużo więcej ciekawych rzeczy jeszcze zanim w ogóle nasz zespołowy bus zaparkował przed chatką. Kluczowe słowa „w ogóle” i „zaparkował” musimy przedzielić słowem „nie”, ponieważ ciszoBĘC (a masz! specjalnie za robienie nam ciągle „bęc” w drodze) nie dał rady pokonać bieszczadzkich dróg wolnego ruchu, a zwłaszcza jednej „malutkiej” kałuży, którą na szczęście specjalnie dla nas najpierw wypróbował znany w okolicach jako „Pijany Kierowca Jeep’a” 😉 – Jędrzej Molczyk
grzegorzówka jedrus
Wtedy właśnie zobaczyliśmy, że w miejscu gdzie jego Jeep Renegade delikatnie muska taflę wody (lub jak w piosence zespołu Daab – „wodę tafli” ;P) w naszym aucie wlałaby się do środka, a w ramach koncertu wręczylibyśmy obecnym ręczniki, szmatki, gąbki, mopy i, przy wspólnym śpiewaniu szant, przez resztę wieczoru wycieralibyśmy sprzęt do sucha ;P

grzegorzowka pakowanie
Zmieniliśmy taktykę i już zaczęliśmy przepakowywać wszystko do renegata, aby na raty przewieźć graty (rymy składam, jak Mickiewicz… Aaa… to już było) aż tu nagle zjawił się inny wojownik bieszczadzkich szos. Okazało się, że Miron („to wbrew pozorom imię, a nie ksywa” :P) swoim ogromnym dostawczym busem Crafterem jedzie właśnie do Ali i Grzesia i chętnie nam pomoże. Troszkę w ciemno zaufaliśmy nieznajomemu, jednak zapewnił nas, że jechał tą trasą już nie raz i spokojnie przejedzie przez tę małą, jak sam określił, „plamę”. Rzeczywiście po przepakowaniu do tego olbrzyma Miron z lekkością się rozpędził i zniknął nam z oczu. Na dowód tego, że nawet nie zdążyliśmy zrobić zdjęcia odjeżdżającego dostawczaka, nie umieścimy takiego zdjęcia ;P
Poszliśmy więc na piechotę w stronę chatki, mając nadzieję, że spotkamy jeszcze naszego nowego znajomego 🙂 Na miejscu okazało się, że Miron przyjechał na nasz koncert specjalnie dostarczyć ogromny namiot, aby Słuchacze mieli gdzie się schronić w razie deszczu, który towarzyszył nam, jak do tej pory, niemal każdego dnia, mimo iż podczas przygotowań do koncertu pogoda absolutnie nie wskazywała na najmniejsze opady.
grzegorzowka namiot
grzegorzowka scena proba
grzegorzowka majki minius
grzegorzowka scena emocjegrzegorzowka scena wieczorgrzegorzowka uklon
Po koncercie sprawdziła się przepowiednia i mogliśmy przeżyć (choć wtedy nie było to do końca takie pewne) potężną burzę. Niebo momentami jaśniało od piorunów, a grzmoty były tak głośne, że Aria (suczka gospodarzy) chowała się na poddaszu chatki w naszych posłaniach. Na szczęście zdążyliśmy zwinąć wszystkie klamoty, zanim zaczęło lać. Nie był to bynajmniej koniec wieczoru: rozmowy na ganku, śpiewanki w tipi, a także dla niektórych spanie na werandzie (pozdrawiamy zieloną ekipę ;P) ogólnie – bieszczadzki relaks.
grzegorzowka kot
ten kolega grzał nam łóżeczka 🙂
Nazajutrz Miron z powodu opadów nie mógł już tak łatwo pokonać „jeziora”, więc z pomocą UAZ’em przyjechał tubylec Andrzej i wyciągnął Craftera. Dziękujemy wszystkim pomocnym ludziom, dziękujemy Ali i Grzesiowi za gościnę, Jędrzejowi także za zdjęcia. Dziękujemy GRZEGORZÓWKA.

W Cisnej to dopiero pogoda dała nam popalić… Musieliśmy zmienić wcześniejsze plany i zamiast zagrać w stronę pola namiotowego TRAMP’u, co nieco skompresowaliśmy się w zadaszonej części, przy palenisku, gdzie można było spokojne uniknąć strumieni wody lejącej się tego dnia z nieba. Z racji tego, że zakwaterowanie mieliśmy w oddalonych Ustrzykach Górnych, to – jak na ironię – przy takiej pogodzie szukaliśmy wśród miejscowych znajomych możliwości skorzystania z prysznica 🙂 W końcu się udało, a my wróciliśmy na pole namiotowe, by wysłuchać bajek 😉
cisna-bajki.jpg
Sympatyczna inicjatywa ekipy TRAMP’a, zadbali, by umilić czas najmłodszym, gdy ich rodzice czekali na „smutny i nudny” koncert ;). Żeby było ciekawiej, jak się okazało, to właśnie te dzieciaki siedzące w pierwszych rzędach, brały najbardziej czynny udział w koncercie i odważnie śpiewały razem z nami. Po drugie przez cały koncert mieliśmy wrażenie, że to jedyni nasi słuchacze, gdyż przez cały występ sceniczne oświetlenie dawało nam prosto w oczy i nie widzieliśmy nic poza trzeci rząd. Po trzecie z racji używania odsłuchów dousznych poza własnymi instrumentami i głosami słyszeliśmy niewiele, tyle co właśnie z najgłośniejszych gardeł umiejscowionych w pierwszych rzędach, do nas dobiegało. À propos mamy nawet gotowe rozwiązanie, abyśmy mogli podczas koncertu również Was dobrze słyszeć, to wystawiamy dodatkowy mikrofon, skierowany w stronę publiczności i każdy z nas może sobie dostosować ile chce z tego mikrofonu słyszeć w swoim odsłuchu. UWAGA!!! Nie stosować w przypadku obecności dzieci na koncercie! (czyli u nas prawie zawsze;P). Przytoczymy pewną sytuację.
Uwaga! wskazówka dla reżysera – obraz się rozmywa, słychać szum fal… 🙂
źźźziU Miało to miejsce na koncercie w Poznaniu, bodajże w grudniu 2016. Piękny klimat, świeczki, ludzie zasłuchani, rozśpiewani. Tu właśnie pojawia się słodka kilkulatka, widzi mikrofon, więc podchodzi i śpiewa radośnie do tego mikrofonu 🙂
Dodać należy, że mikrofon „ambiensowy” jest wysterowany niezwykle czule, bo musi zbierać dźwięki z całej sali…wyobraźcie sobie jak zabrzmiała nam w uszach śpiewająca do niego z całą mocą kilkulatka… 😀
źźźziU… wracamy do 25 lipca 2017 🙂 Dopiero jak po koncercie włączono światła na widowni okazało się, że jest wypełniona do ostatniej ławki, a przyjazna atmosfera bynajmniej nie zakończyła się wraz z wybrzmieniem ostatniego dźwięku. Kolejny raz tego wieczoru to właśnie najmłodsi wiedli prym i prosili nas o autografy i wspólne zdjęcia 🙂 Cisna – dziękujemy!

Po spakowaniu manatków, udaliśmy się na nocleg do „Naszego Drugiego Bieszczadzkiego Domu” czyli Zajazdu pod Caryńską, gdzie Seba i Jacek, mimo iż mieliśmy zagrać u nich dopiero pojutrze, przygarnęli nas i gościli przez 3 dni. Jako że w biesach nasze przebiegi pomiędzy koncertami zacieśniły się do ok. godzinnych podróży, mogliśmy sobie pozwolić, by nie iść tak od razu spać… ;P Kolejny dzień zaczęliśmy skoro świt ok 13tej ;P zanim pojechaliśmy do Wetliny na koncert, czekała nas podróż do Łopienki, gdzie w towarzystwie Chrystusa Bieszczadzkiego mieliśmy zostać współsprawcami małego podstępu 🙂 Otóż pewien młodzieniec namówił nas, abyśmy pomogli mu zrobić niespodziankę dla swojej świeżo upieczonej narzeczonej (która de facto w momencie naszego wyjazdu do cerkwi, jeszcze nie zdążyła odpowiedzieć na to najważniejsze pytanie). Wzięliśmy więc instrumenty w ręce i pod słynną lipą uczciliśmy wraz z przyszłymi nowożeńcami ten wyjątkowy dzień. (co się stanie gdy nie każdy muzyk dostanie zajęcie można zobaczyć na filmie ;P)
lopienka mlodzi
lopienka czarno biale
lopienka mlodzi i zespol

Ani i Grześkowi życzymy cudownej miłości, mamy nadzieję, że przyczyniliśmy się do wyjątkowości tych chwil spędzonych w Łopience, ozdobionych naszymi dźwiękami. Wszystkiego najpiękniejszego! Do zobaczenia 🙂
lopienka zyzy i mlodzi

Po tej pełnej wzruszenia przygodzie wracamy na Ziemię 😉 jako że przegapiliśmy śniadanie udaliśmy się od razu na obiad, tradycyjnie już do Chaty Wędrowca na naleśnika giganta, obowiązkowo popitego kofolą 😀
Tym razem to naleśnik był sprite a my pragnienie ;P
wetlina nalesnik gigant
Dalej było już łatwiej 😉 W Wetlińskim PTTKu graliśmy już tak wiele razy i można powiedzieć „za kadencji” przeróżnych rezydentów. Obecny opiekun, Piotrek „Rożek” Rojek, na szczęście wkłada w to miejsce całe serducho i mogliśmy je odhaczyć na naszej letniej mapie miejsc do zagrania i zapamiętania 🙂 Mimo iż pogoda tylko czekała aż zaczniemy rozstawiać sprzęt,
wetlina chmury
a chłód znad rzeczki robił nieśmiałe podchody, to przygotowania do koncertu odbywały się w pozytywnym nastroju. Z racji tego, że drewniana scena, wysłużona przez lata eksploatowania, odeszła już na emeryturę (czyt. wejście na nią groziło zrobieniem sobie kuku, więc obsługa ją zdemontowała) zaadaptowaliśmy sobie nowe miejsce do grania. wetlina scena
Mimo zimnego wieczoru, gorące przyjęcie Słuchaczy (których okazało się, jak naliczyła ekipa schroniska, ok. 300 ) spowodowało, że grało nam się świetnie i dobry humor nie opuszczał nas i wszystkich obecnych ani na chwilę. Na koncercie był obecny również pan, który był maszynistą  „Przemyślanina” – pociągu legendy, znanego z anegdoty Michała, wg której pociągiem tym turyści mają nieprzyjemność podróżowania w warunkach delikatnie mówiąc „mało higienicznych”. Pan ten potwierdził publicznie autentyczność i zasadność w.w. opowieści, może i ku przestrodze, jednak cośmy przeżyli to nasze ;P Dziękujemy Wetlina. Wieczór spędziliśmy już w zajazdowych łóżeczkach – tym razem grzecznie ;P
W końcu, po dwóch noclegach, przyszedł czas na koncert w najbardziej gościnnych progach Bieszczadów w Zajeździe pod Caryńską w Ustrzykach Górnych. O tym miejscu już wiele dobrego zostało opowiedziane, to tutaj odbyły się dotychczasowe zloty Ciszaków, to tu zawsze jesteśmy po królewsku goszczeni przez Sebastiana i Jacka niezależnie czy przyjeżdżamy z koncertem czy tylko na kawę, to tutaj jest kulturalne centrum Bieszczadów (świadczy o tym chociażby bogaty terminarz).
ustrzyki-plakat-koncerty.jpg
Jak zwykle nie zawiodła ani frekwencja, ani pogoda, ani atmosfera a ludzie w zajeździe jeszcze długo po koncercie świetnie się bawili 🙂
ustrzyki widownia
ustrzyki ilona i skrzypek
Niestety, następnego dnia musieliśmy opuścić gościnne progi Zajazdu, a także nasze ukochane góry. Dodatkowo dobił nas jeszcze pokładowy GPS bezlitośnie pokazując ile jeszcze mamy przed sobą drogi, chciało się rzec: do diabła z taką podróżą (patrząc na ilość kilometrów – dosłownie ;P)
jagodna gps
Gdy tylko pomyśleliśmy sobie, po co udajemy się w tak daleką podróż humory nam wróciły 🙂 Przed nami bowiem Trzecie – Letnie Spotkanie Ciszaków w Jagodnej. Z powodu turystycznego zgiełku w Ustrzykach, musieliśmy zmienić dotychczasową lokalizację zlotów. Zloty to oczywiście, poza naszymi koncertami, uczta muzyczna w postaci gości. Tym razem ku naszej uciesze, zaproszenie przyjęły prawdziwe żywe legendy Krainy Łagodności – Wolna Grupa Bukowina oraz Bez Jacka. Pierwszego dnia mieliśmy rozpocząć wieczór, jednak nasi goście z WGB zechcieli wracać do domów jeszcze tego wieczora, więc zmieniliśmy na ich życzenie kolejność i zagrali pierwsi. Niesamowite jest uczucie, gdy spełniają się, niegdyś nierealne, marzenia i możemy dzielić scenę z absolutnymi gwiazdami, jak dzieci cieszyć się siedząc w pierwszym rzędzie chłonąć każdy dobrze znany dźwięk.
jagodna wgb scena
Po tych wielu godzinach spędzonych w drodze, poprzedzonych długą trasą koncertową, ten prawdziwy balsam dla duszy tchnął w nas ostatki sił, abyśmy mogli godnie zaprezentować Wam tego wieczora piosenki również z nadchodzącej płyty – po to przecież tyle razy je myliliśmy, znaczy się ogrywaliśmy, w bieszczadach ;P
jagodna cjt scena

Na szczęście energii płynącej od Was wystarczyło jeszcze i na po koncercie. Gdzie indziej jak nie na zlocie nie musimy uciekać zaraz po występie, więc na ile forma pozwala, współtworzymy wieczór czy to na śpiewankach, rozmowach czy ogólnie wspólnym byciu. Następnego dnia tradycyjnie czekała na chętnych wyprawa na szczyt…
widok
jagodna wycieczka widok
jagodna wycieczkowicze
jagodna robimy zdjecia na szczyciejagodna wycieczka
chociaż tym razem był on mocno umowny 😉
jagodna-wycieczka-szczyt.jpg
Po powrocie można było się pokrzepić przepysznymi schroniskowymi potrawami, my szczególnie upodobaliśmy sobie słynne racuchy z jagodami
jagodna racuchy jagody
Także doznania związane z zamawianiem jedzenia zapadają na długo w pamięć. W skrócie wygląda to tak, że oczekującego na posiłek wywołuje po imieniu pan z megafonem wbudowanym w miejscu, gdzie przeważnie znajduje się głośnia – zdecydowanie nie da się przeoczyć ani przespać swojego zamówienia ;P
Oczekując na nadejście muzycznego wieczoru, można było się odprężyć przy rozmowie, czy pójść na spacer po okolicy.
jagodna owcejagodna michal i dziecijagodna amciujagodna namion koszulki
albo spotkać mniej zmechanizowaną odmianę Harley’owców – Rowersów ;P
jagodna rowersi

Na tym zlocie wszystko wydawało się podwojone. Podwójne porcje żywieniowe, koncerty, nawet przez chwilę myśleliśmy, że naszego Junka ktoś skserował ;P
jagodna klon juna
Drugiego wieczoru chcieliśmy zaprezentować Wam kolejną porcję premierowych utworów, jednak na Wasze życzenie zagraliśmy również te, które zabrzmiały poprzedniego dnia, a u niektórych z Was zauważyliśmy nawet – jeszcze nieśmiałe – próby śpiewania 🙂 Starsze utwory znacie doskonale i na zlotach, to już chyba tradycja, możemy w ogóle nie śpiewać – doskonale nas w tym wyręczacie 🙂
jagodna 2 cjt scena
Dziękujemy za tak mocne wsparcie i wiarę. Po nas kolejna legenda, grupa Bez Jacka. Mimo iż z tym zespołem znamy się bliżej (Zbyszek Stefański nagrał z nami nową wersję utworu Sen Natchniony, którego słów jest autorem), to wysłuchaliśmy koncertu z pełnym podziwem dla kunsztu artystycznego mistrzów. Podobnie jak Wolna Grupa Bukowina, Bez Jacka przywołuje u nas młodzieńcze wspomnienia, gdy zdzieraliśmy kasety magnetofonowe z ich nagraniami – nie dało się powstrzymać i razem z pozostałymi uczestnikami zlotu odśpiewywaliśmy kolejne piosenki. Zbyszek prowadził koncert w sposób jednocześnie wzniosły i dowcipny, poważne zapowiedzi przeplatał anegdotami m.in. o basistach (na co oko przymykał nawet odpowiedzialny za niskie tony Wojtek Sokołowski), a często nawet na swój temat :). Horacy przez cały koncert prowadził muzyczny dialog ze skrzypaczką Dorotą (podobno był to jej drugi występ z zespołem, w co trudno było uwierzyć czując niesamowitą chemię między muzykami), niekiedy nawet ich instrumenty „kłóciły się ze sobą” – magia…
jagodna bez jacka na scenie
Po koncercie obowiązkowo odbyły się śpiewanki, na których udzielali się ku naszemu zaskoczeniu chętnie Dorota i Horacy. Przepiękne zakończenie trudnej, ale przyjemnej pierwszej części wakacyjnej trasy.
jagodna 2 podpisy

jagodna spiewanki stol
jagodna swieczka
(za zdjęcia dziękujemy Aleksandrze Kamieńskiej oraz Robertowi Mukowskiemu)
Dziękujemy za gościnę Mai Ossowskiej, a za kolejny zlot wszystkim Ciszakom – bez Waszych serduch to wszystko nie miałoby najmniejszego sensu. Jagodna dziękujemy!
Teraz powrót do domów i za chwilę druga część wakacyjnej trasy! 😀

Reklamy

Sesja nagraniowa w Danielce

No i stało się. Przyszedł czas, by sfinalizować wiele miesięcy przygotowań i zarejestrować piosenki na najnowszą płytę. Pozwolimy sobie przybliżyć Wam jak to mniej – więcej wyglądało od strony realizatorskiej – może uda się Was nie zanudzić ;P Przez lata sposób pracy uległ swoistej ewolucji – jako bardzo młody zespół pierwsze nagrania realizowaliśmy w domu naszego gitarzysty Mariusza, który przez ponad dekadę, gromadząc coraz więcej sprzętu, zbudował w końcu swoje własne studio Mark Shell. Kolejne płyty nagrywaliśmy po części korzystając też m.in. ze studia Radia Koszalin, czy jak było w przypadku płyt Nasze Światy oraz Wuka – w gościnne progi Mark Shell’a wyposażenie swojego studia przywiózł ze sobą, realizator tychże, Tomek Fojgt. Tym razem wpadliśmy na pomysł, by zabrać ze sobą cały sprzęt potrzebny do nagrań (w tym miejscu chcemy podziękować Piotrowi Iwankowi za pożyczenie mikrofonów) i na dwa tygodnie z dala od cywilizacji, zasięgu, internetu i obowiązków domowych zaszyć się w uroczej chatce w Beskidzie Żywieckim 🙂
chata
Zaczęliśmy się zjeżdżać trochę na raty od niedzieli 25 czerwca. Najpierw Mariusz z Michałem musieli rozładować kilkaset kilogramów ekwipunku, który wypełniał po brzegi naszego Ciszobenca. Następnego dnia dołączyli Darek i Mateusz, aby (po ustaleniu które pomieszczenia zaadaptujemy do nagrań) resztę dnia spożytkować na rozstawianie sprzętu, zbudowanie reżyserki (przemeblowaliśmy sypialnię, aby realizator miał miejsce do pracy), okablowanie itp.
kuchniastanowisko
salon przed rozstawieniem perkusji:
salon
i po:
ustawianie-perka.jpg
W ramach kolacji odpaliliśmy grilla, by w pięknych okolicznościach przyrody i towarzystwie gospodarza Jacka Krzanowskiego, Basi „Mrufy” Thomas oraz czworonogów – Bery i Cookie’go, zanim rzucimy się w wir pracy ponapawać się wakacyjnym wieczorem 🙂

pieski-i-basia.jpg
Wtorek zleciał nam na dalszym rozkładaniu sprzętu i ogarnięciu logistyki całego procesu nagrań – zanim gospodarze wyjechali Jacek poinstruował nas m.in. co robić w razie awarii wody, gdzie wyrzucić śmieci oraz gdzie uciekać w przypadku odwiedzin wilków 😉 Gdy dołączyły do nas Ola z Iloną ustaliliśmy najważniejszą rzecz – przerwę na obiad ;P , kolejność rejestracji poszczególnych instrumentów, plan działania itd., a także kto na jakim instrumencie będzie nagrywał:
mariol wiola
yyy… pudło Mariusz! ;P
mariol zmienia struny
teraz lepiej
W środę rano w końcu zaczynamy – na pierwszy ogień perkusja 🙂 Zanim zostanie zarejestrowana pierwsza nuta najwięcej czasu wymaga przygotowanie instrumentu i pomieszczenia w którym będziemy nagrywać. Należy sprawdzić, jak dźwięk się rozchodzi i czy ewentualnie istnieje potrzeba zminimalizowania niechcianego pogłosu, zmieniliśmy nieco wystrój salonu – trzeba było porozkładać dywany i przykryć okna zasłonami 🙂 Następnie, chyba najbardziej znienawidzone przez wszystkich perkusistów, strojenie bębnów.
zyzy stroik
W przeciwieństwie do naszych poczynań koncertowych, gdzie z racji tego, że Mateusz gra na elektronicznej perkusji i nie ma takiej potrzeby, w studio nie ma przebacz i każdy poszczególny bęben musi brzmieć idealnie. Nawet pojedyncza niedokręcona śrubka powoduje nieprzyjemny dla ucha dysonans i trzeba zapobiec sytuacji, w której po wielu godzinach nagrywania instrumentu nie okazało się, że tego nie dopilnowaliśmy i całą robotę trzeba zaczynać od nowa.zyzy stroi gary
ta mina mówi wszystko o tym żmudnym procesie, prawda? ;P

Gdy już w końcu się udało nastroić i omikrofonować perkusję, zaczęliśmy nagrywanie. Aby nagranie miało „więcej duszy” podczas rejestrowania śladów perkusji do nagranej wcześniej przez Mariusza gitary (tzw. pilota), Darek, pozostając w reżyserce, grał razem z Mateuszem, dzięki temu można było na bieżąco wymyślać różne urozmaicenia, zagrywki czy akcenty.
bas
Na posiłek wybraliśmy się do pobliskiej wsi Ujsoły do pani Basi, która podczas całego naszego pobytu w Danielce, raczyła nas pysznymi, domowymi obiadkami
obiad darek zyzy mariol
Po takiej regeneracji mieliśmy siły, by pracować do późna. Jeszcze tylko podstawowe sprawunki i można działać.
zakupy ilona zyzy
Tak minął pierwszy dzień (i noc) nagrań 😀
Czwartek. Aby narzucić sobie pewną dyscyplinę i podział obowiązków, kto nie był w tej chwili zaabsorbowany nagraniami mógł np. pojechać na pobliską stację (aby nie lokować produktu nazwijmy ją „Wróblen”) po kawę dla wszystkich 🙂
kawa mariuszek
Będąc w nieustającej trasie, uzależniliśmy się już od tego napoju i nawet spędzając czas stacjonarnie w studio, działamy jedynie na nasze ulubione, czarne paliwo 🙂pilot mariol i darek
Po tej kawie zaczęliśmy grać chyba jednak trochę za szybko, ale Mateusz dawał radę ;P
zyzy golas 2
Podczas przerwy obiadowej nie przeczuwaliśmy, jak potoczy się dalsza część dnia…
chmury
Pogoda diametralnie się zmieniła i nad Danielką przeszła silna burza, która powaliła kilka drzew, a jedno z nich pechowo zerwało kable zasilające okoliczne domy 😦 Po powrocie do naszej chatki okazało się, że nie ma prądu i musimy poczekać na naprawę kilka godzin. drzewo na kablachPrzymusową przerwę spędziliśmy na zajęciach w podgrupach: Michał z Junkiem wybrali się na wycieczkę krajoznawczą na Rycerzowąjuno w gorach
gdzie napotkali stado owiecowce
gdzie jest wally
pamiętacie „gdzie jest Wally?” oto wersja z naszym psiakiem ;P

Junek stał się bohaterem tej wycieczki, początkowo bowiem urocze zwierzątka najwidoczniej wszystkie chciały zmieścić się na zdjęciach robionych przez Michała i zaczęły na niego napierać. Wtedy nasz dzielny Golden przybył na ratunek swojemu panu i rozgonił towarzystwo (jak plotka głosi – powiedział im, że w pobliskim markecie jest lanolina w promocji ;P)
Reszta dla zabicia czasu początkowo zaczęła poszukiwania jakichś planszówek lub  innych form zbiorowej rozrywki, nie wymagających prądu, czy zasięgu internetu (na szczęście „za naszych czasów” takie były). Po jakimś czasie Mateusz, Ilona i Ola zajęli się aranżowaniem jednego z utworów na instrumentach nie zasilanych prądem, a zarówno Darek, jak i Mariusz spożytkowali czas wolny na spacer po okolicy (tak na prawdę na poszukiwanie zasięgu ;P)
teczakladkarzeczka
Pod wieczór awaria została usunięta i mogliśmy powrócić do pracy
elektrycy
W piątek zmęczenie materiału zaczęło dawać nam się we znaki po raz pierwszy. Mateusz z racji wymagającego fizycznie instrumentu musiał robić sobie coraz częstsze przerwy, więc zmieniliśmy odrobinę taktykę i w te przerwy wpasował się Darek. Aby zachować odpowiednią dynamikę w nagraniach, zanim zaczniemy rejestrować pozostałe instrumenty, musi być nagrana sekcja rytmiczna – wtedy efekty są najlepsze. W związku w tym basista z perkusistą od tej pory nagrywali na zmianę, a pozostali mogli wspierać ich pomysłami, bądź zająć się czymś równie pożytecznym 🙂
michal maluje bencasardynki

Sobota okazała się dość zabawnym dniem. Z dzisiejszej perspektywy tak jest (opis powstaje kilka tygodni po sesji nagraniowej), choć wtedy nie było nam do śmiechu. Po (rzekomym) zakończeniu nagrywania sekcji rytmicznej okazało się, że nigdzie nie możemy znaleźć jednego z utworów… Po długich i bezowocnych przeszukiwaniach dysku twardego podjęliśmy decyzję, że trudno, ale trzeba nagrać go jeszcze raz.
nie nagrywam juz

Czy poprzednia wersja byłaby lepsza, nie dowiemy się nigdy, na pewno nagrywana w silnych emocjach piosenka „Żółte Tulipany”, swoją moc i poniekąd dzisiejszą postać otrzymała właśnie przez tę przygodę. Po drugie Michał wybrał się, standardowo już, samochodem po kawę i wrócił po prawie 2 godzinach – „na zimno jeszcze lepsza!” ;P trafił bowiem na procesję z okazji nocy Świętojańskiej i nie mógł jej ominąć na wąskiej drodze. Tego dnia postanowiliśmy też dać dzień wolny pani Basi i zamiast na obiad wybrać się jak zwykle do Ujsołów, wysłaliśmy do Rajczy Michała po legendarną już pizzę z pizzerii Tre Monti, którą to, z powodu weekendowego natężenia ruchu na drodze, zjedliśmy no… „średnio ciepłą” ;P
Niedzielę rozpoczęliśmy od odsłuchania wszystkich nagrań jeszcze raz – najlepiej w relaksujących okolicznościach.
czesanie
zyzy fryzy
Musieliśmy być absolutnie pewni, że nie będzie potrzeby dogrywania już perkusji, gdyż trzeba było ją uprzątnąć i w to miejsce zbudować stanowisko dla gitary (nie ma możliwości ponownego ustawienia i omikrofonowania wielkiego zestawu perkusyjnego bez różnicy w brzmieniu). Swoją drogą trzeba przyznać, że to osobliwe doświadczenie przez 2-3 godziny wsłuchiwać się w:
bum cyk bum cyk bum cyk…
– Czekaj! Przewiń! Coś tam było!
 bum cyk bum cyk bum cyk…
– O tu! bum cyk jest dobrze, czy nie tak?
– Pewny jesteś, że coś nie tak? Nie słyszałem, przewiń jeszcze raz
 bum cyk bum cyk bum cyk…
– Nie, zdawało mi się. Dobra, puść dalej
 bum cyk bum cyk bum cyk…

Gdy ustaliliśmy, że jest ok, do roboty zabrał się w końcu Mariusz. Dotychczas całe dnie spędzał za konsoletą, jedynie klikając coś tam, stukając w klawiaturę (pewnie tylko dla efektu, że coś robi) i gapiąc się w monitor.
rezyserka mariol

Nic dziwnego – na koncertach też wiecznie zapatrzony w ten swój tablet ;P To oczywiście żarty. Mariusz, jako realizator, odpowiadał za wszystko od strony technicznej. Odpowiednie okablowanie, rozstawienie i dobranie mikrofonów, wyszukanie brzmień itd. Zadbał o odpowiednie warunki pracy, aby pozostali mogli skoncentrować się wyłącznie na tym, aby dobrze zagrać czy zaśpiewać. Więcej szczegółów nie podamy, bo tylko on się na tym zna 😛
mariol-nagrywa-e1503408425841.jpg
Ze względu na fakt, iż nie mógł jednocześnie nagrywać i realizować, odpowiedzialni za naciskanie przycisku REC i STOP byli w tym czasie na zmianę Darek i Mateusz 🙂
Pozostali, aby nie hałasować, mieli czas wolny 🙂

darek rezyserka
ilona zyzy schody
Nagrywanie gitar jest procesem dosyć czaso- i pracochłonnym, gdyż na Mariusza barkach (a raczej nadgarstkach) spoczywały partie, nie tylko jego, ale także te, które na koncertach gra Michał. To kolejna ciekawostka dotycząca nagrywania. W przeciwieństwie do koncertów w studio nawet identyczne partie zagrane przez innego gitarzystę brzmią odmiennie, więc wszystkie zagrywki muszą wyjść spod tej samej ręki – inaczej nie pasują do siebie 🙂 Na tym etapie utwory nabierają najwięcej kształtu i wpada najwięcej pomysłów. To tu powstają możliwości, w którą stronę możemy poprowadzić daną piosenkę. Warto więc było poświęcić czas i wysiłek, aby wypróbować różne warianty i wybrać te, które nam najbardziej odpowiadały i otworzyły drogę dla instrumentów melodycznych i wokali. Dziewczyny, na przykład, wpadły na pomysł pewnej zagrywki i musiały nad nią popracować w spokoju i odosobnieniu 🙂
ola ilona pisza letnikow
Także Mateusz nagrał partię gitary w utworze „Splątanie”
zyzy gitara
Poniedziałek oznaczał ciąg dalszy dla gitar, więc, korzystając z tej okazji, Mateusz pojechał do domu do Krakowa. Ilona z Olą również postanowiły odpocząć trochę od siedzenia w studio i wybrały się na wycieczkę na Słowację. Darek z Mariuszem, korzystając w „wolnej chaty”, w ciągu kolejnych dwóch dni mogli się skupić na gitarach. Michał natomiast dał im wolną rękę i ograniczył się jedynie do pilnowania, aby chłopaki nie za bardzo przypomnieli sobie czasy, gdy grali heavy metal ;P
co, nawiasem mówiąc, nie do końca mu się udało…
darek kostka

Wykorzystując moment, gdy Michał musiał wyprowadzić Junka na spacer, zarejestrowaliśmy „odrobinę” elektrycznych gitar i tak dla urozmaicenia… a z resztą – przekonacie się sami, słuchając nowej płyty 😀
Wtorek minął nam na kolejnym mozolnym odsłuchiwaniu dotychczasowych poczynań i burzy mózgów odnośnie tego, które partie gitar zostają, co zmienić, albo jak to później zaśpiewać, skoro tak to teraz brzmi 🙂 Widzicie, mimo iż pracowaliśmy nad tym materiałem już od kilku miesięcy, co widać choćby po wcześniejszych wpisach na blogu, to i tak sporo się zmienia podczas nagrywania. Mariusz zakończył nagrywanie gitar, niestety ze znaczącymi stratami dla zdrowia (do wesela się zagoi ;P)
mariol opatrunek
Środa – wróciły dziewczyny, więc dzień ten poświęcony został na nagranie instrumentów melodycznych, a wieczorem, gdy dołączył do nas Mateusz, podjęliśmy nieśmiałe próby nagrywania wokali.

Nastał czwartek – dobre to wieści i zarazem złe, został bowiem jeden (!) dzień na nagranie wszystkich wokali. W ogólnym skrócie – zdążyliśmy, chociaż było ciężko i czasami nerwowo, ale akurat emocje okazały się tu bardzo przydatne 🙂 Późną nocą wyglądało to jak jakaś sztafeta, gdy wokaliści zmieniali się co chwila przy mikrofonie, aby dopasować głosy w chórkach 🙂 Parafrazując tekst z tytułowego utworu najnowszej płyty – „Nieobecność” śpiewaliśmy sobie pod nosem „tak długo trwa, tak długo trwa – nagrywanie” ;P Miał miejsce jeszcze jeden skandal obyczajowy, mianowicie tym razem nawet Darek został zagoniony do siteczka ;Pdarek wokal
To oczywiście incydentalna sytuacja w przeciwieństwie do nominalnych ciszowych wokalistów, którzy włożyli mnóstwo wysiłku i serducha by nadać jakość partiom wokalnym. Więcej zdjęć z tego ostatniego wieczoru nie mamy, ponieważ pewne studio filmowe odkupiło od nas wszystkie – prawdopodobnie zostaną wykorzystane w najnowszym horrorze pt. „Atak Zombie 8” ;P
W piątek musieliśmy już pozbierać wszystkie zabawki i opuścić Danielkę. Mamy nadzieję, że efekty naszej pracy, które usłyszycie już na jesień oddadzą to, jak my się czuliśmy w tym pięknym miejscu.
przejasnienie 2
przejasnienie
Po drodze pożegnaliśmy panią Basiępani Basia
i ruszyliśmy do miejscowości Cisowica, by na zakończenie tej przygody zagrać na weselu Anety i Staszka. Dziwnym uczuciem było, po niemal 2 tygodniach obcowania z zupełnie nowym materiałem, wrócić do naszych starszych piosenek 🙂wesele scenawinietkawesele backstage
Zaraz po naszym krótkim występie, goście weselni wrócili na salę, by świętować, a my w pośpiechu spakowaliśmy sprzęt – po pierwsze już zaczynało padać, a po drugie Darek i Mariusz spieszyli się na pociągi do swoich domów. W tym miejscu pożegnaliśmy się i trzy samochody wyruszyły w trzy różne strony Świata… Yyyy jak się za chwilę okazało, jednak tylko dwa z nich, ponieważ Benc „przypomniał” sobie, że dawno się przecież nie psuł, więc najwyższa pora, by to nadrobić ;P Michał zatem poczekał chwilę na lawetę, która przyjechała już po dwóch godzinach i… okazała się totalnie niedopasowana do gabarytów Benca (!)
laweta
więc wystarczyło poczekać kolejne 2 godziny, by w końcu można było zakończyć interwencję.laweta wlasciwa
Taka oto przygoda na zakończenie. Wróciliśmy do domów, by chwilę odpocząć przed wakacyjną trasą, na której przedpremierowo będziemy próbować nowe utwory aby w pełni przygotować je do jesiennej premiery – nie możemy się już doczekać! 😀

Czerwiec 2017

Czerwiec rozpoczęliśmy od Poznania. Gdy rozpakowaliśmy sprzęt w DK Słońce, pamiętając przygody ze stycznia, najpierw sprawdziliśmy, czy tym razem są z nami statywy od lamp – były ;P No, to o tyle spokojniej mogliśmy rozpocząć przygotowania do koncertu – tym bardziej, że pomagała nam niezawodna Sławka Grzęda :*
poznan slawka
Nie obawialiśmy się też o frekwencję, stolica Wielkopolski bowiem zawsze jest synonimem dużego zainteresowania naszą twórczością oraz żywiołowością podczas koncertu, mimo iż gramy tu co miesiąc – góra dwa 🙂 Do udziału zaprosiliśmy Kasię Abramczyk, aby (po stołecznej) i poznańska publiczność miała możliwość poznać jej muzykę. Nie wiadomo jak to robicie, ale chyba żaden artysta nie może się u Was czuć niedoceniony, tak przynajmniej wynika z naszego doświadczenia 🙂
poznan widownia

poznan kasia i majkipoznan scena
zdj. Marek Remisiewicz

Po koncercie zespół pojechał na nocleg do Michała, Darek natomiast prosto ze sceny udał się w pośpiechu do podpoznańskich Koziegłów, do których właśnie tego dnia się przeprowadzał. Dziękujemy Poznań.

Sobotni poranek był bolesny bardzo :/ Trzeba było wyjechać już o 8 rano, by na spokojnie dotrzeć do Bukowiny Tatrzańskiej o w miarę przyzwoitej porze. Mimo iż niektórych ciężko było zwlec z łóżka (podobno spanie jest przereklamowane ;P), mocna kawka, (a zaraz potem druga i ew. trzecia), szybki orzeźwiający prysznic i w drogę. Najgorzej ma zawsze kierowca ;P pozostali mogą sobie odespać co nieco
zyzy na lezaco
(zwłaszcza jeśli Juno udostępnił miejsce)
no może poza jedną dyżurną osobą, która musi co jakiś czas budzić siedzącego za kółkiem Michała, zwłaszcza przed zakrętami 😉 Ale od czego jest pokładowy „dżipi es”, który, głosem Krzysztofa Hołowczyca, zawsze o nich nas poinformuje; przeważnie wygląda to tak: „za 500 metrów przygotuj się do skrętu w prawo – skręć w lewo” ;P Wesoło musi być.

bukowina tatrzanska benc
bukowina tatrzanska widokibukowina tatrzanska 1

Schronisko Głodówka to miejsce dobrze nam znane, w tych „piknych Panocku ze hej!” okolicznościach przyrody koncertujemy dość często, tym razem dostaliśmy zaproszenie na urodziny Jarka Janasa 🙂 główny bohater tego wieczoru, zaplanował wiele atrakcji, w tym także występ kapeli góralskiej, która zagrała przed namibukowina tatrzanska gorole
bukowina tatrzanska scena gorole

lokalizacja sceny nieco nas zaskoczyła ;P

bukowina tatrzanska widowniabukowina tatrzanska scena
niemniej niż jeden nietypowy gość
bukowina tatrzanska lisek
podobno stały bywalec, ale w sumie nie ma co się dziwić, Głodówka jest miejscem przyjaznym zwierzętom nawet nasz znajomy misio znalazł zatrudnienie jako DJ ;P
bukowina tatrzanska mis dj

Koncert był dość nietypowy, sam solenizant postanowił nie tylko w trakcie podzielić się ze zgromadzonymi własnymi wierszami, to na dodatek odważnie wykonał z nami piosenkę „Bo Tak Cię Kocham” dedykując ją swej Ani.bukowina tatrzanska mariol i ilonabukowina tatrzanska minibukowina tatrzanska zyzy i majki

Po koncercie uroczysta kolacja z obowiązkowym tortem i odpoczynek po tym długim dniu w podróży.tort
Za to śniadanie z takim widokiemmm…

bukowina tatrzanska sniadanie
i w drogę na niziny do naszej ukochanej Zatoki w Bydgoszczy.

Każdy, kto śledzi poczynania naszego zespołu wie, że u Ani i Janusza czujemy się jak w domu, zresztą atmosfera koncertu za każdym razem jest niemal domowa, bo i Słuchacze niezwykli 🙂 Kolejny raz poprosiliśmy Kasię Abramczyk o wystąpienie z nami i trzeba przyznać, że patrząc na dotychczasowe koncerty, to właśnie bydgoska publiczność pozwoliła jej rozwinąć skrzydła, nie pozostawiając ani śladu tremy.
bydgoszcz kasia
Kasia nawet zaprosiła Michała do zaśpiewania w duecie

Kopia bydgoszcz kasia i majki.jpg

Czekała nas też niespodzianka, otóż Nasz Przyjaciel – Roman Leppert poprosił nas, abyśmy pozwolili mu pod koniec koncertu wejść na scenę i powiedzieć parę słów do mikrofonu. Jako że mamy do Niego pełne zaufanie, nie obawialiśmy się jakiegoś skandalu, a jedynie, że z właściwym dla siebie fasonem i polotem, znów nas wprowadzi w jakieś zakłopotanie ;P Jak sam powiedział, przy naszej ostatniej wizycie w marcu, strzelił gafę (choć w naszym odczuciu nie ma to absolutnie takiego wymiaru) i „przegapił” okazję,  dlatego chce nam wręczyć urodzinowy prezent 😀
bydgoszcz prezent majkibydgoszcz prezent
zawartością owych „sksypecków hej” jest oczywiście, zapamiętany z zapowiedzi piosenek, „element baśniowy”. Dziękujemy Romanie, element ten przyda się zapewne podczas prac nad nową płytą 😉 Po wzruszającym (jak zawsze w Zatoce) koncercie – tradycyjna kolacja z Gospodarzami i czas na powroty do domów. Dziękujemy Bydgoszcz.

Drugi weekend czerwca zaczęliśmy od odwiedzin w maleńkiej Kobylance niedaleko Szczecina. Zdziwiło nas, jak prężnie działa niepozorny z wyglądu dom kultury w liczącej niespełna 4 tysiące mieszkańców miejscowości.

kobylanka baner
kobylanka widowniakobylanka scena

Co chwila mają miejsce przeróżne wydarzenia kulturalne, w tym także koncerty m.in. Sklepu Z Ptasimi Piórami, Jackpot, czy raptem tydzień wcześniej Domu O Zielonych Progach. Za te zabiegi odpowiedzialny jest Mariusz Skóra, który w tym roku przejął obowiązki dyrektora obiektu i od razu zapragnął zaszczepić mieszkańcom miłość do Krainy Łagodności. Trzeba przyznać, że udało się niesamowicie, bowiem za każdym razem zainteresowanie jest ogromne, a ilość uczestników dorównuje wielkim metropoliom. Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców, na koncercie pojawiła się 1/40 ogólnej liczby, a odnosząc to np. do takiej Warszawy, musielibyśmy zagrać na stadionie narodowym i to z odsłoniętym dachem ;P
Mariusz obiecał, że następnym razem zagramy w niedalekim amfiteatrze umiejscowionym na… wodzie 🙂 Trzymamy za słowo, póki co, będziemy to miejsce wspominać bardzo dobrze, a ekipę Ośrodka Kultury podziwiać za profesjonalizm i wielkie zaangażowanie. Dziękujemy Kobylanka.

Sobotę postanowiliśmy poświęcić na dopracowanie piosenek na najnowszą płytę. W tym celu wynajęliśmy nieopodal Łodzi uroczy domek
sesja parzniewice jezioro i domek

by doskonale przygotowani do kempingu ;P
sesja parzniewice recznik
w ciszy i spokoju skupić się na tworzeniu (mimo iż Cisza i spokój nigdy nie idą w parze ;P). Pozwoliło nam to robić sobie krótkie przerwy na świeżym powietrzu, by na chwile się zrestartować w relaksujących okolicznościach przyrody – zwłaszcza Junek poczuł więź z naturą.
sesja parzniewice junek
Nawet sąsiad, kiedy przyszedł zapytać, co mu podjada krzaki, zobaczywszy naszego Wiecznego Szczeniaka, uśmiechnął się, machnął ręką i życzył miłego dnia 🙂
sesja parzniewice domek 2sesja parzniewice grill zyzy ilonasesja parzniewice domek4sesja parzniewice domek3sesja parzniewice domek

Jak od dawna wiadomo, w pracy najważniejsza jest przerwa, także pod wieczór na chwilę odłożyliśmy muzykę na bok i zajęliśmy się sportem. Konkretnie piłką nożną, a jeszcze konkretniej oglądaniem meczu Polska-Rumunia. Przy okazji kibicowania, rozćwiczyliśmy gardła, więc o mocne wokale na nadchodzącej płycie możecie być spokojni 😉 Po meczu, pokrzepieni wygraną naszej reprezentacji, zasiedliśmy znów do pracy – z doświadczenia wiemy, że najlepsze pomysły przychodzą nocą 🙂
sesja parzniewice zyzysesja parzniewice gramy
Tym samym zakończyliśmy etap przygotowań do nagrań – pozostało nam (oraz Wam) czekać na rezultaty 🙂

W niedzielę pojechaliśmy do miejscowości Kosina. Po drodze chcieliśmy się zaopatrzyć w najnowszą składankę hitów:
muzyka na focha
ale woleliśmy jednak przeanalizować jeszcze zarejestrowany dzień wcześniej materiał

sesja parzniewice na lapku

Będąc już w Kosinie, zanim dotarliśmy na miejsce koncertu, ksiądz Piotr Krzych zaprosił nas na poczęstunek na plebanię 🙂 Bez pośpiechu wypiliśmy kawkę, bowiem plan festynu rodzinnego, na którym mieliśmy zagrać, był dość napięty i scena okazała się zajęta aż do samego koncertu, nie było więc, nie tyle potrzeby, co możliwości ustawić się na spokojnie.
kosina widowniakosina tancerkikosina stolikikosina orkiestra
Na szczęście udało się pójść na kompromis i postanowiliśmy sprzęt rozstawić w poprzek tak dużej sceny, podczas trwania koncertu zespołu Mimo Wszystko.
kosina ustawianiekosina scena
Udało się tym samym posłuchać twórczości chłopaków, bądź co bądź zbliżonej gatunkowo do nurtu, w jakim i my się poruszamy. Bardzo była to kolorowa impreza i każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Nieco starsze dzieciaki na przykład, pod okiem strażaków, ćwiczyły gaszenie pożaru makiety domku, a najmłodsi oglądali Juna, który siedząc w Bencu, w ten upalny dzień spokojnie napawał się dobrodziejstwem klimatyzacji 🙂
kosina junek
kosina sekcjakosina majki
zdj. Rafał Czepiński
Bardzo nas ucieszył widok rosnącej liczby zainteresowanych naszym występem. Mariuszowi udało się nagłośnić nas w tym miejscu bardzo dynamicznie, aż sami się zdziwiliśmy skąd ta moc 🙂 Bardzo żywiołowy koncert pełen „pałera” i dobrej zabawy. Po naszym występie na scenie zainstalował się jeszcze jeden zespół, tym razem proponujący muzykę bardziej do tańca. My niestety nie skorzystaliśmy z możliwości oddania się radosnym pląsom na parkiecie, czekała nas bowiem jeszcze długa droga powrotna do domów. Ksiądz Piotr nie chciał nas wypuścić z pustymi brzuchami, daliśmy się więc zaprosić na wspólną kolację 🙂
kosina pamiatkowe
Jeszcze pamiątkowa fotka i do wozu! Dziękujemy Kosina.

Zakończenie półrocza odbywa się przeważnie na boisku szkolnym. Tak się złożyło, iż nasz ostatni weekend koncertowy pierwszej połowy 2017 roku, zaczął się występem w Golczewie, na boisku właśnie 🙂
golczewo scena
Pogoda była już mocno wakacyjna, nic więc dziwnego, że najpierw skierowaliśmy się nad wodę 🙂
golczewo jeziorogolczewo jezioro 2golczewo pomost
do dyspozycji faceci mieli również siłownię pod chmurką, ale umówmy się – nie było na to czasu ;P
golczewo silownia
Aktywność fizyczna w naszym przypadku odbywa się poprzez nieustanne rozkładanie i składanie sprzętu 🙂 gdy już wszystko było gotowe do próby dźwięku, nagle znikąd pojawili się pierwsi słuchacze, niezwykle zainteresowani tym, co się dzieje na scenie a najbardziej faktem, że na scenie leży piesek 🙂
golczewo maluchy
przywykliśmy już do tego, zwłaszcza wśród harcerzy, nasz koncert miał bowiem uświetnić zlot okręgu północno zachodniego. Harcerze przyzwyczaili nas również do tego, że podczas koncertu nie ma taryfy ulgowej – każdy skacze, tańczy, tupie, śpiewa i klaszcze (przepraszam – harcerze nie klaszczą, tylko biją brawo 😉 )
golczewo widownia
Baterie na cały weekend naładowane, pozostało „tylko” spakowanie sprzętu
golczewo scena i benc
(przez chwilę kusiło nas, by zabrać ze sobą również całą scenę ;P)
i fru do Poznania na nocleg, by rozbić na dwie części drogę, następnego dnia bowiem czekał nas występ w odległym Beskidzie Żywieckim. Dziękujemy Golczewo.

W schronisku na Markowych Szczawinach zagraliśmy poprzednim razem w kwietniu 2016 roku. Jakaż to była przygoda drodzy Państwo! 🙂 Ciszobenc nie dałby rady przebyć tej trudnej drogi, musieliśmy więc skorzystać z pojazdu dostosowanego do górskich warunków drogowych. Podjazd wymagał nie lada odwagi z naszej strony – za to doświadczenie kierowcy, nabyte przez lata, pozwoliło zapewne odbyć tę podróż zrelaksowanym. My drżeliśmy nie tylko o życie, ale i o sprzęt, ten bowiem spoczywał na pace landrovera, zabezpieczony na słowo honoru, a nachylenie miejscami sięgało, tak na oko, 45 stopni, choć w naszym odczuciu, był to idealny pion, a kwietniowa, górska pogoda dodawała tylko elementu grozy ;P Na szczycie, ku naszemu zdziwieniu, odnotowaliśmy, że niczego z naszych klamotów nie brakuje, co po jakimś czasie, zostało zweryfikowane przez uprzejmego turystę, który z uśmiechem wręczył nam znalezioną na szlaku, „lekko” tylko zabłoconą, torbę należącą do Mateusza ;P Drugie podejście do koncertu na północnym stoku Babiej Góry zaplanowaliśmy w kwietniu tego roku, jednak wtedy pogoda nie dała nam wyboru i musieliśmy to przełożyć.
markowe szczawiny kwiecien.jpg
Wróćmy teraz do 16 czerwca tego roku 🙂 Tak jak poprzednim razem, wszystko z pokładu Benca przełożyliśmy do schroniskowego pojazdu.
markowe szczawiny landrovermarkowe szczawiny pakowaniemarkowe szczawiny rover
Chłopaki postanowili na wszelki wypadek zrobić sobie pożegnalne zdjęcie 😉
markowe szczawiny zyzy i mariol
Zdobyte doświadczenie nie pomogło nam niestety odbyć podróży pod schronisko bezstresowo i tapicerka landrovera na zawsze zachowa odciśnięte ręce członków Ciszy. Swoją drogą wielkie gwiazdy muzyki mają swoje aleje a my – proszę 😀
markowe szczawiny 2 klasa
markowe szczawiny3
Na szczęście tym razem dotarliśmy bez najmniejszych strat w sprzęcie, czy bagażu 🙂

Na salę koncertową zaadoptowaliśmy jadalnię, więc podczas próby z głośników nie dobiegały jedynie dźwięki ciszowej muzyki, bardziej był to kolaż w postaci: „Siedząc Na Swym Pniaczku Jak… ZAMÓWIENIE 23 ! ! !” albo „Gdy Już Będziemy… FRYYYT – KIII ! ! !” ;P
markowe szczawiny widownia
Ogromne wrażenie wywarli na nas ci, którzy specjalnie podeszli do schroniska, by posłuchać naszej twórczości w górskich okolicznościach i zaraz po występie wracali na dół – wielkie WOW! Sama atmosfera koncertu była dość luźna i swobodna, a ci, którym mało było biesiadowania, zostali przy stolikach do wczesnych godzin porannych. My też postanowiliśmy odrobinę się zrelaksować 🙂
markowe-szczawiny-mariol-kapsle.jpg
Świt zaskoczył nas trochę brutalnie, w pośpiechu zapakowaliśmy wszystko do landrovera (podziękowania dla chłopaków z ekipy schroniska za pomoc!), by załapać się na transport w dół. Jak to się mówi: „psy szczekają, karawana jedzie dalej” ;> Dziękujemy Markowe Szczawiny.

Jedziemy do Woli Rzeczyckiej. Po raz pierwszy zagraliśmy tu w 2015r. Tym razem przyjęliśmy zaproszenie od SZCZEPU ZHP „BIESZCZADNICY” z okazji ich 25 lecia. Legendarną już gościnę księdza Marcina Hejmana (choć sam prosił by zwracać się do niego po imieniu 🙂 ) najbardziej pamięta Junek, bowiem dwa lata wcześniej, nie tylko my, ale także nasz piesek dostał lepsze warunki noclegowe i poczęstunek niż niejedna gwiazda ma zastrzeżone w swoim „rajderze” 🙂 Niestety nasz maskotek nie mógł nam towarzyszyć podczas całej trasy, my za to chętnie daliśmy się rozpieszczać, zwłaszcza kulinarnie ;P Ksiądz Ma… tzn. Marcin to przesympatyczna postać, ciągle na pełnych obrotach, dwoił się i troił, by tylko nam czegoś nie zabrakło, musieliśmy go przekonywać, by wreszcie sobie usiadł, odpoczął i porozmawiał z nami, że już na prawdę mamy wszystko, czego nam trzeba 😀
Nie tylko gościna zapadnie nam na długo w pamięć. Harcerze bardzo aktywnie spędzali to popołudnie
wola rzeczycka plener5wola rzeczycka plener3wola rzeczycka plener
dla każdego coś miłego, ale wiadomo – lubią też pośpiewać. Zanim na scenie zabrzmiała Cisza, odbyło się wiele małych występów, a nawet usłyszeliśmy Chrystusa Bieszczadzkiego, oto fragment:
Chrystus Harcerski 🙂
wola rzeczycka boiskowola rzeczycka 7wola rzeczycka 1
Najbardziej jednak wzruszający był hart ducha druha, bowiem, mimo iż pogoda w połowie koncertu skłaniała nas do przerwania, większość ze zgromadzonych nadal się świetnie bawiła. Stojąc w strugach deszczu, wywołali nie jeden, a dwa bisy, co nas kompletnie zaskoczyło i dało niesamowitego „pałera” 🙂 Tym razem to dla Was od nas Be – eR – A – Wu – O ! ! ! … 🙂

Po przepysznej kolacji udaliśmy się na nocleg w dość nietypowym, aczkolwiek niesamowitym miejscu 🙂
wola rzeczycka galeriawola rzeczycka galeria3wola rzeczycka galeria 1wola rzeczycka galeria 2
Przy śniadaniu spotkaliśmy ks. Grzegorza Kasprzyckiego, który wrócił z misji w Papule – Nowej Gwinei, posłuchaliśmy więc ciekawych opowieści m.in. o tym, że świnia kosztuje równowartość naszej średniej krajowej i jest obowiązkowym prezentem na wesele 🙂 zobaczyliśmy różne pamiątki, w tym odpowiednik męskiej bielizny (ciekawskich odsyłamy do wyszukiwarki do hasła „tykwa z nowej gwinei”;P). Zabawne, że gdy graliśmy tu dwa lata temu, ks. Grzegorz właśnie się szykował do tej wyprawy; można by za niego powiedzieć „wyjeżdżam – jest Cisza, wracam – znowu oni” ;P Za zaproszenie i gościnę dziękujemy Dorocie Nieznalskiej oraz oczywiście Marcinowi 😀 Wola Rzeczycka – Dziękujemy!

Jedziemy do Kozienic. Ostatni czerwcowy koncert miał charakter charytatywny. Chętnie wspieramy różne inicjatywy niesienia pomocy drugiemu człowiekowi, tym razem była to akcja „Ida Czerwcowa. Stop rakowi piersi”. Koncert, mimo ograniczenia czasowego, spowodowanego mnóstwem innych atrakcji towarzyszącym tej dwudniowej imprezie, był miłym zakończeniem pracowitego pierwszego półrocza. Wyjątkowo bez perkusji, w sali o świetnej akustyce, można było dać się otulić delikatnie dźwiękiem. Istne wyciszenie. Jeśli myślicie, że przed nami wakacje i odpoczynek to musimy Was jednak zaskoczyć 😉 Teraz pora na ciężką, ale też przyjemną pracę nad nową płytą, którą nagramy w niezwykłym miejscu. Po raz pierwszy zdecydowaliśmy się zrezygnować z typowego studia i na 2 tygodnie przenosimy cały sprzęt do klimatycznego domku w Danielce. Mamy nadzieję, że te okoliczności, daleko od domów, pozwolą nam skupić się na muzyce i uwolnią nowe pokłady kreatywności. Przekonacie się już na jesień, a wcześniej obiecujemy zamieścić relację z pracy nad tą płytą. Do przeczytania!

 

 

Maj 2017

Majówka trwa w najlepsze 🙂 Właśnie z okazji tego najbardziej wyczekiwanego przez Polaków weekendu zagraliśmy na plenerowej scenie w Ełku. Jak to zwykle bywa w takich okolicznościach, przeogromny wachlarz atrakcji dawał każdemu możliwość wybrania rozrywki dopasowanej do gustu (tuż przed naszym występem na przykład odbyło się przedstawienie teatralne dla dzieci),elk widownia 2
tym bardziej ucieszył nas fakt, że sporo osób zainteresowanych było naszą muzyką i nie wybrali np. spaceru po watę cukrową ;P Dopiero co zakończyliśmy przed paroma dniami intensywny kwiecień z niezwykle kreatywnym pobytem w Dłutówku, a już  szykowaliśmy się, by ponownie zająć się pracą nad nowymi utworami, jeszcze „tylko” jeden koncert do zagrania po drodze 🙂
Jedziemy więc na nocleg do Gdańska, by następnego dnia zagrać w Sopocie, gdzie do Topos Cafe zaprosili nas Stefan i Ada.  Najlepsze są dni, gdy człowiek wstaje wypoczęty i w dobrym humorze. O ile z tym pierwszym różnie, to bywa to dobry humor zawsze można sobie zorganizować już od śniadania, np. w windzie 🙂 Wyobraźcie sobie, że w hotelu, w którym nocowaliśmy, (w pokoju na 3 piętrze) odkryliśmy, że nie musimy wcale przebyć tej drogi pieszo, skoro można wjechać. Tym bardziej nie ma problemu, gdy wyraźnie jest napisane, że udźwig tej maleńkiej windzi, czy też windziuni, równa się 225 kg a trzech facetów do niej wsiadających waży spokojnie ponad 80kg każdy 😀
sopot winda
to były najdłuższe i, ze względu na odgłosy pracującego ostatkami obrotów silnika, najgłośniejsze 3 pietra do przebycia w historii…
Po pośniadaniowej sjeście mogliśmy sobie pozwiedzać Sopot – nie często mamy na to czas. Zawsze od znajomych słyszymy, że tyle przecież jeździmy po kraju, więc zapewne atrakcje turystyczne mamy już obcykane w każdym mieście w Polsce i moglibyśmy pisać przewodniki. Wystarczy choćby poczytać niniejszego bloga, by wywnioskować, że owszem, ale przewodniki po salach koncertowych 🙂 Poznawanie uroków tego nadmorskiego kurortu uległo znacznemu przyśpieszeniu, gdy nastąpiło oberwanie chmury :/ nasze zwiedzanie ograniczyliśmy więc do kawiarni. Gdy dotarliśmy w końcu do Toposa, okazało się, że wbrew oczekiwaniom (wynikającym z  opowieści znajomych) to urokliwe miejsce wcale nie jest takie małe (grywaliśmy na ciaśniejszych scenach 😉 ), za to niezwykle klimatyczne. Nic dziwnego, że odbywa się tu mnóstwo koncertów, a na ścianie pamiątkowej widnieją podpisy dobrych znajomych Artystów ze scen dużych i małych.

sopot barsopot kawiarnia

sopot logosopot topossopot scenasopot widownia

Wam to miejsce widocznie także przypadło do gustu, wnioskujemy tak z atmosfery, jaką stworzyliście podczas koncertu 🙂 W trójmieście nie mogło obowiązkowo  zabraknąć na koncercie naszych Przyjaciół Gosi i Roberta – dzięki za pomoc! 😀

Następnym razem, jeśli nie z koncertem, to na pewno zajedziemy tu na kawę, jak tylko znajdziemy chwilkę będąc przejazdem 🙂 Dziękujemy Sopot.

Kolejnego dnia jedziemy do Kazimierza Dolnego. Podczas 6 godzin spędzonych w podróży, troszkę się niekiedy dłuży i każda forma odreagowania jest dozwolona

droga
można na przykład pobawić się w chowanego 😀

zyzy koc edit.jpg

À propos kreatywności. Na miejscu okazało się, że są aż dwa miejsca o nazwie Dom Pracy Twórczej w Kazimierzu, przynajmniej wg naszego gps’a, który nie omieszkał doprowadzić nas złośliwie oczywiście do tego drugiego ;P
Na szczęście okazało się, że zdążyliście się nacieszyć i pięknym miastem i piękną pogodą i udało Wam się to pogodzić z perspektywą spędzenia 2 godzin z nami 🙂 Nam niestety nie było dane wyjść do miasta po koncercie, musieliśmy bowiem udać się na noc do miejscowości Sadurki, gdzie mieliśmy kontynuować prace nad nową płytą. Podziękowania dla Sławka Sobotki za pomoc w organizacji tego koncertu. Dziękujemy Kazimierz Dolny.

Od samego rana wzięliśmy się do roboty 😉 Pierwszym dźwiękiem powstałym tego poranka był niestety odgłos płaczu Ciszobenca, który już dawno (czyt. od miesiąca) się nie psuł, więc najwyższa pora
sadurki awaria
Michał pospieszył więc do mechanika, a reszta skupiła się na rozwiązaniu kluczowej kwestii: pogoda nie pozwalała nam się zdecydować, czy będziemy pracować na tarasie, czy zamknięci w 4 ścianach
sadurki weranda
sadurki zyzysadurki mariol
Przez cały dzień udało się nie tylko nadać kształt kilku utworom (nie zawsze szło jak po maśle),
sadurki opornie
ale także skorzystać z uroków domku, na obiad odpaliliśmy sobie grilla

sadurki grillsadurki jedzenie

i można pracować do późnych godzin nocnych 🙂
sadurki 1

Po jednym dniu przerwy od koncertowania pojechaliśmy do Lublina, by zagrać koncert charytatywny pod hasłem: „wyGRAJ! z nami”. Dochód z koncertu w całości został przeznaczony na zakup pomocy, które przyczynią się do poprawy warunków nauki w Szkole Podstawowej w Mariance i pomogą uczniom w wyrównaniu szans edukacyjnych. Zagraliśmy w podziemiach Amfiteatru Na Poczekajce
lublin scena pustalublin cien zyzy
Bardzo interesująco przedstawiała się garderoba ;P
lublin konfesjonal
„ach ta dzisiejsza młodzież” tak pochłonięci komórkami, że nie zauważyli konfesjonału 😀
Po udanym koncercie, czas na pamiątkową fotkę z Gosią Stec – inicjatorką naszego w nim udziału
lublin pamiatkowe
i z powrotem do dom… no właśnie… Byliśmy tak zaaferowani pomocą w koncercie, że użyczyliśmy swojego sprzętu nagłośnieniowego i nie mogliśmy go po naszym występie spakować, gdyż program imprezy trwał dalej 😛 Nic w tym oczywiście nadzwyczajnego, chętnie służymy pomocą, nie wzięliśmy jednak pod uwagę faktu, że w sumie to bardzo się spieszymy, ponieważ część z nas musi dotrzeć jeszcze tego wieczoru do Warszawy na pociąg ;P Nieźle się musieliśmy nagimnastykować, by zgrać w czasie spakowanie sprzętu i wyjazd o czasie, który pozwoli nam zdążyć. Nie pierwszy raz u nas wszystko dzieje się na wariata i zdążyliśmy się przyzwyczaić do braku czasu, choćby na normalny, zdrowy posiłek. Z ratunkiem przybyły Panie z organizacji koncertu, które zapakowały nam chyba wszystko co tylko było do jedzenia – na wynos 😉 Jechaliśmy z duszą na ramieniu, chyba pierwszy raz  kibicując postępującemu opóźnieniu pkp ;P
Nawiasem mówiąc zdążyliśmy na ten pociąg, ale przez stolicę śmignęliśmy tak szybko, że aparat nie zdążył nawet złapać ostrości ;P
lublin narodowy wawa
Ola i Mateusz szczęśliwie już w pociągach, reszta męskiego składu mknie do Poznania by już po godz 3 w nocy/rano położyć się spać ;P
Dziękujemy Lublin.

Do Świętna na Festiwal Piosenki Religijnej wybraliśmy się po weekendzie wolnego, na zaproszenie Jurka Luftmanna. Ciszobencowi widocznie za mało było odpoczynku i został jeszcze w samochodowym spa, musieliśmy więc użyć środków transportu zastępczego 😉
kolejno:
ekipa Mazdymazda ilona zyzy.jpg

Peugeot Partner’a
partner majki minius

i maleńkiego Volkswagen’a Beetle’a
beatle mariol darek.jpg
(zasilanego power bankiem? ;>)

Program imprezy zawierał wiele atrakcji dla dzieci, nic więc dziwnego, że i my pozwoliliśmy sobie na odrobinę beztroski ;P
swietno slimakiswietno mariol maskotki
swietno zyzy lalka edit
Warto wspomnieć o warunkach akustycznych 🙂 Wyobraźcie sobie, że zagraliśmy na scenie pod wielkim dachem obitym blachą, który na każde uderzenie stopy od perkusji reagował głośnym „BUUUUM” 🙂 Dla chętnych – odgłos ów można odtworzyć za pomocą kija bejsbolowego zastosowanego na blaszanym garażu sąsiada ;P Spowodowało to wiele zabawnych sytuacji, zwłaszcza w momentach, w których Mateusz wydawał dźwięk jako jedyny i właśnie na stopie.
swietno ze sceny

Przed nami na scenie zaprezentował się również zespół złożony z samych księży
swietno ksieza
oraz wielu młodych wykonawców konkursowych. Po koncercie udaliśmy się na nocleg do hotelu, który położony był w samym środku lasu, co oznaczało niemal zerowy zasięg. Aby nawiązać chociaż chwilowy kontakt z naszymi bliskimi, trzeba było przebyć daleką drogę przez spowity mrokiem gąszcz, dając się otoczyć zewsząd odgłosami dzikich i na pewno krwiożerczych (w naszym odczuciu) zwierząt – z resztą nie zawsze osiągając cel 😉 i pomyśleć, że nie tak dawno ludzie żyli bez komórek… Pozbawieni zdobyczy nowoczesnej technologii poszliśmy spać i dopiero w porannych promieniach słońca dostrzegliśmy jak ładnie wygląda miejsce w którym nocowaliśmy…
swietno hotel4swietno hotel3

swietno fontannaswietno stolikiswietno droga pswietno droga lswietno taras

No to w drogę!
swietno hotel partner.jpg
Dziękujemy Świętno.

Wróciliśmy do Reduty Banku Polskiego w Warszawie. Niezwykle często gramy w tym historycznie naznaczonym miejscu, akurat stolica konkuruje z Poznaniem pod względem zainteresowania naszymi koncertami. W obydwu miastach możemy grać co miesiąc i zawsze jest dla kogo (a poza tym, zawsze czeka tu na nas Jędrzej Molczyk ze swoim przepysznym chlebem domowego wypieku) 😉  Tym razem postanowiliśmy zrobić Wam małą niespodziankę i zaprosiliśmy do udziału Kasię Abramczyk, z którą poznaliśmy się przed laty, grając wspólne koncerty.
wawa kasiawawa kasia usmiechwawa uscisk
Kasia powróciła na sceny Krainy Łagodności po niemal 5 latach spędzonych w klasztorze karmelitanek. Wcześniej znana jako liderka zespołu Myśli Rozczochrane Wiatrem Zapisane, teraz występuje solo z autorskim repertuarem. Cieszymy się bardzo, że swoim występem nie tylko urozmaiciła warszawiakom ten wieczór, ale wzbudziła też ogromne zainteresowanie swoją twórczością, którą chętni mogli zabrać ze sobą do domów w postaci jej pierwszej solowej płyty. Kolejną niespodziankę przygotował Sławek Sobotka – manager Reduty, który dla każdego uczestnika przygotował poczęstunek w postaci pysznego deseru 🙂 Stolica, jak zawsze, oznacza gorące przyjęcie i koncert w mega przyjaznej atmosferze.
wawa zyzy gitarawawa mini usmiechwawa majkiwawa mariol spiewwawa zyzy gitara 2wawa scenawawa miniwawa ilona mariolwawa zyzy
Możecie być pewni, że nie zmniejszymy intensywności grania w Wawie – za dobrze się u Was czujemy 🙂
Dziękujemy Warszawa.
wawa uklon

Ostatni weekend maja był dla nas dość sentymentalną podróżą. Zaczęliśmy od koncertu w rodzinnym mieście czwórki z nas – Kołobrzegu. Ponownie na miejsce wydarzenia wybraliśmy Karczmę Solną usytuowaną na wyspie solnej – niegdyś miejsca poboru przez kołobrzeżan solanki do kiszenia ogórków 😉 Zaskoczyło nas jak niektórzy dosłownie traktują temat naturalnych źródeł energii tego uzdrowiska ;P
kg prad
Grając w Kołobrzegu mamy okazję przedstawić swoją twórczość naszym rodzinom, najbliższym i starym znajomym – zawsze jest nam miło zobaczyć znajome twarze tym bardziej, że porozjeżdżaliśmy się już po kraju i na co dzień każdy z nas mieszka w innym mieście 🙂 kg majki
kg z gorykg wozkg gora
Dziękujemy Kołobrzeg.
Następnego dnia sentymentalnej podróży ciąg dalszy – jedziemy do Gryfic. To tu właśnie, przed 14 laty, miał miejsce pierwszy w historii koncert zespołu Cisza Jak Ta. Choć skład występujący wtedy pod tą nazwą niczym nie przypomina dzisiejszej Ciszy, to jednak łezka w oku się kręci 😉 Jakże długa i kolorowa za nami droga, pełna przygód przyjemnych i tych mniej, wzlotów, upadków, zmian personalnych, chwil wzruszenia czy zwątpienia.  Długo by rozmyślać, może zostawimy to na jakąś okrągłą rocznicę 😉 Wracając do rzeczywistości, zagraliśmy w Miejskiej Bibliotece Publicznej na zaproszenie pana Przemysława Kubalicy i niech Wam się nie kojarzy to z miejscem nieadekwatnym wydarzenia. Podróżując po Polsce zauważyliśmy tę dziwną zależność, że im mniejsza miejscowość, tym większe zaangażowanie właśnie pracowników takich miejsc. Co z tego, że biblioteka – to nie można zorganizować koncertu? Otóż dla chcącego nic trudnego i tego właśnie dowiodła ekipa Biblioteki, pokazując swoje zaangażowanie.
gryfice banergryfice gablotka
Mimo konkretnej reklamy, obawialiśmy się, czy ktoś przyjdzie w tak piękną pogodę do zaciemnionej czytelni, sami czuliśmy błogie rozleniwienie

gryfice ilona mini backstage
więc na wszelki wypadek przygotowaliśmy się na publiczność zastępczą ;P
gryfice mariol kukla
Niepotrzebnie – wszystkie przygotowane miejsca zostały zajęte. Koncert na pełnym luzie zakończył się losowaniem upominków wśród publiczności, które mięliśmy zaszczyt przeprowadzić 🙂

Galeria z tego wydarzenia do obejrzenia tutaj

Dziękujemy Gryfice.

Następnego dnia koncert został zaplanowany na późny wieczór, więc pomyśleć by można było, że dane nam będzie pospać, otóż nie :/ Zostaliśmy zaproszeni do miejscowości Pionki w okolicach Radomia, więc czekała nas 7 godzinna wyprawa co oznaczało wyjazd o 9.
Gdzieś po drodze zatrzymaliśmy się na obiad w ciekawym miejscu 🙂
pionki obiad bron 4pionki obiad bron 3pionki obiad bronpionki obiad bron2
(przynajmniej mieliśmy pewność, że mięso jest świeże ;P)
W Pionkach mięliśmy zagrać z okazji ślubu Basi i Kuby, który odbywał się podczas 35 Puszczańskich Harców 🙂 Młodzi poznali się w harcerstwie i podobno zakochali przy naszej piosence… Niesamowite to uczucie, gdy nasze utwory w jakiś magiczny sposób mogą doprowadzić do połączenia dwóch osób 🙂 Tym milej nam było przyjąć zaproszenie na tak ważne wydarzenie. Jako że cała impreza odbywała się w lesie, zaproszenie przyjęły także komary w liczbie absurdalnej i mieliśmy wrażenie, że najbardziej ucieszyły się z naszego przybycia, mimo iż na terenie obozu obecnych było jeszcze ok 500 harcerzy.
pionki krąg
Co chwila musieliśmy przerywać rozkładanie sprzętu, by się schować do samochodu z wyłączeniem Mariusza, który jako nasz akustyk/inżynier dźwięku miał najwięcej roboty ze wszystkimi kablami i, opatulony od stóp do głowy, musiał dzielnie odpierać ataki krwiopijek 😉
pionki backstage
Na przyśpieszenie ruchów Mariusza, harcerze przygotowali kawę w odpowiedniej ilości ;P
pionki kawa

Na szczęście, po zapadnięciu zmroku wszystkie komarzyce poszły spać i mogliśmy z Wami spokojnie stworzyć odpowiedni nastrój Młodej Parze
pionki swiatelkapionki mlodzi na sceniepionki mlodzi
Basi i Kubie życzymy wszelkiej pomyślności na nowej drodze życia i dziękujemy Pionki.
Po koncercie udaliśmy się na nocleg do pięknej Tawerny Stawiskiej, gdzie o poranku nasz Junek zażył sobie orzeźwiającej kąpieli
pionki rano junopionki rano juno staw
a i my mogliśmy przed wyjazdem na chwilę poupawać się piękną niedzielną pogodą
pionki rano hotel zyzyrelaks mini ilona

Jedziemy do Dąbrówki. Niezwykłe wrażenie robi cała ta maleńka miejscowość. Jakby nie było tu zwyczajnego gospodarstwa, tylko każdy dom miał jakąś specjalizację. Ktoś ma konie, ktoś ma kozy a ktoś jeszcze coś innego, cała społeczność zajmuje się agroturystyką. Nawet miejsce w którym graliśmy pełne było różnych ciekawych eksponatów
dabrowka 1dabrowka backstagedabrowka muzeumdabrowka muzeum 2dabrowka plener2dabrowka plener 6dabrowka stwordabrowka zegar

Znaleźliśmy pretekst do odpoczynku 😛

dabrowka strefa ciszydabrowka relaksdabrowka chustawkidabrowka juno w wodzie

Na zapleczu spotkaliśmy dwie młode artystki 😉
dabrowka na zapleczu
Przed nami wystąpiły dzieciaki z odbywających się tu warsztatów wokalnych i, szczerze mówiąc, poziom wykonań był tak wysoki, że trochę obawialiśmy się, że przy nich wypadniemy blado ;P Pewnie dlatego część zespołu udała się wtedy na spacer po okolicy z  Robertem Niedziałkiem, który to zaprosił nas na ten koncert.
dabrowka wycieczkadabrowka mrowiskodabrowka kozydabrowka kozy 2dabrowka karmieniedabrowka 12
dabrowka pomnik
dabrowka supportdabrowka scena
Dziękujemy Dąbrówka. To był już ostatni majowy koncert.
Do zobaczenia w czerwcu!

Kwiecień 2017

Do Łodzi zawitaliśmy 6 kwietnia, można powiedzieć, po drodze w góry. Aby oszczędzić naszym organizmom szoku, przenosząc się nagle z naszych nadmorskich wiosek w bieszczadzkie klimaty, postanowiliśmy jeszcze spotkać się z Wami w połowie drogi 🙂 Tak oto zawitaliśmy w znajome mury niedawno odnowionego Keja Pub, zaskakując nieco godziną przybycia właściciela – Krzyśka Zendeła, bowiem nie zdążył nawet pozbierać prania ;P pranie
To oczywiście żart, bowiem na zdjęciu widoczne są elementy wystroju tego klimatycznego miejsca, które Krzysiek idealnie odświeżył i dał nowe życie ratując jego reputację po poprzednim właścicielu. Sięgając kilka lat wstecz, możemy przytoczyć Wam historię o naszym pechowym w tym miejscu koncercie, na którym akustyk dał taki popis umiejętności, że był to jego ostatni występ w Kei. Na szczęście są to już tylko wspomnienia i przy obecnej formie pubu sytuacje niemożliwe do powtórzenia. Powtórzyła się za to sytuacja, że zainteresowanie koncertem było tak ogromne, że trzeba było nieźle przemeblować Keję aby wszystkich pomieścić. Na szczęście się udało i mogliśmy wraz z Wami chłonąć bardzo luźną atmosferę, jak się okazało wielu z Was wybierało się z nami w Bieszczady następnego dnia 🙂
lodz scena fot Paweł Partyka
zdj. Paweł Partyka

Po koncercie wyruszyliśmy w drogę, żeby podróż w Bieszczady rozbić na dwa krótsze etapy. Zanim jednak wyruszyliśmy, mieliśmy spakować cały sprzęt do Ciszobenca, więc Michał wybrał się po nasz samochód na parking by podjechać możliwie jak najbliżej drzwi celem ułatwienia pakowania. No ale nie mogło być normalnie ;P Po ok pół godzinnej nieobecności wreszcie się zjawił po raz kolejny udowadniając, że pośpiech nam nie służy, gdyż w całym tym zamieszaniu nie wziął ze sobą nawet komórki a co za tym idzie GPS’a. Ulice Łodzi po zmroku okazały się mylące dla bądź co bądź doświadczonego kierowcy, jak na złość gdzieś zapodziały się wszystkie posiadane mapy tego miasta i w dodatku nie było nawet kogo zapytać o drogę 😛 Taką oto wesołą przygodą żegnaliśmy się z Keją 🙂
Dziękujemy Łódź

Jedziemy w Bieszczady!
Aby w miarę dokładnie opisać Drugie, Wiosenne Spotkanie Ciszaków czyli Zlot w Ustrzykach Górnych (choć wiadomo, że trudno opisać takie wydarzenie słowami) musimy na wstępie wyjaśnić co to takiego, po co, dlaczego i komu to w ogóle potrzebne 🙂
Cofniemy się zatem do genezy pierwszego Zlotu który odbył się w grudniu 2016. Otóż w całym naszym cygańskim życiu (lub jak niektórzy ładnie nazywają: na artystycznej drodze) ze względu na zabójcze tempo często przeskakujemy z koncertu na koncert przemierzając setki kilometrów wzdłuż i wszerz całego kraju i niestety brakuje nam czasu by się po tych koncertach z Wami spotkać, porozmawiać troszkę dłużej, zwyczajnie nacieszyć po zejściu ze sceny tą wspólną chwilą. Pomyśleliśmy więc, że moglibyśmy spróbować stworzyć takie okoliczności, no a jak to w Ciszy bywa długo się nie zastanawialiśmy (co często przynosi różne skutki) i za słowami poszły czyny. Najważniejszym był wybór miejsca całej imprezy. Jako, że na muzyce to my może i mniej lub bardziej jeszcze się znamy to już na organizacji zlotów nie i tu z pomocą przyszli nasi serdeczni Przyjaciele Sebastian Skórka i Jacek Skórka :), którzy zgodzili się nasz Zlot zorganizować w swoim Zajeździe Pod Caryńską. Bardzo nas to ucieszyło, ponieważ wielokrotnie gościliśmy u chłopaków nie tylko z koncertami, czy też będąc w Bieszczadach przejazdem jako zespól, ale także indywidualnie. Oczywiście jako, że to wydarzenie miało być podziękowaniem dla Was za ogrom wsparcia jaki do nas płynie i aby było to coś więcej niż tylko zwykły koncert, wspólnie z braćmi postanowiliśmy zrobić imprezę dwudniową z mnóstwem atrakcji muzycznych oraz wszelakich. Radował nas fakt, że będziecie mogli odczuć wyjątkową gościnność, której my zawsze doświadczamy. Zawsze jednak gdzieś głęboko czuliśmy obawę, że ta nowa formuła naszego spotkania z Przyjaciółmi zespołu nie przypadnie Wam do gustu i na Zlocie będziemy bawić się sami z ekipą Zajazdu 😉 Stety okazało się tak, że zainteresowanych było więcej niż miejsc noclegowych w Zajeździe i już obawialiśmy się, że i tak znajdą się szaleńcy którzy przyjadą choćby mieli rozbić namiot w śniegu, ale spokojnie. Sebastian i Jacek to menadżerowie „nie z pierwszej łapanki” i specjalnie dla Was włożyli ogromny wysiłek aby dla każdego znaleźć nocleg gdzieś w okolicy.
Tak więc, opisując już w skrócie Pierwsze Zimowe Spotkanie Ciszaków:
Przede wszystkim ogromny wkład i zaangażowanie licznej ekipy Zajazdu, przepyszne jedzenie i cudowna gościna. Wystąpiliśmy dla Was dwukrotnie a razem z nami zagrali nasi muzyczni przyjaciele – Grzegorz Śmiałowski, Rafał Nosal, Tomek Lewandowski, Mariusz Dziob oraz Mariusz Czak a także – na stworzonej spontanicznie wolnej scenie – wielu innych. Było zimowe wyjście w góry, nocne śpiewanki i rozmowy do rana. Otrzymaliśmy ręcznie zdobioną gitarę autorstwa Krzysztofa Skubika. Był Anioł Szemkel stworzony przez Caryńskie Anioły 🙂 Co nas ogromnie cieszy zawiązało się między Wami wiele nowych znajomości. Tak oto Pierwsze Zimowe Spotkanie Ciszaków mogliśmy uznać za udane 😀
Udało nam się odgrzebać nawet kilka zdjęć 🙂

2534

Naturalnym było, zorganizowanie kolejnego, tym razem wiosennego zlotu 🙂 Jak to w sporcie „zwycięskiego składu się nie zmienia” tak więc oczywiście wydarzenie postanowiliśmy powtórzyć w tym samym miejscu. Chcieliśmy dopracować imprezę aby jeszcze bardziej Was zadowolić, ale zadanie to nie było łatwe. Już na samym początku nie ułatwiała nam tego pogoda, bowiem okazało się, że gdy byliśmy jeszcze w drodze, pierwsi uczestnicy powiadomili nas o śniegu padającym (w kwietniu!) w Bieszczadach  :O Tym samym można rzec zimowy zlot przeszedł płynnie w wiosenny 😉 Ustaliliśmy więc, że pod dachem przecież nie powinno padać czyli nie ma problemu 😉 Na powitanie dla każdego z uczestników Jarek Tao Gonzo przygotował prezent w postaci ręcznie malowanego na drewnie w kształcie serca anioła 🙂 Tym razem postanowiliśmy sami zainaugurować muzyczną część wieczoru. Na szczęście okazało się, że nie potrzebujecie żadnej rozgrzewki i od pierwszej piosenki przejęliście na swe gardła wszystkie wokalne kwestie. Zadanie to było dodatkowo utrudnione przez Michała, który nie zapowiadał utworów tytułami, jedynie lekko zarysował ich treść abyście nie zdążyli otworzyć ściąg z tekstami 😉 Daremny to był trud z naszej strony bowiem na zlot przyjechały osoby doskonale przygotowane i znające naszą radosną twórczość chyba bardziej niż my sami. Dusza się raduje, gdy można poczuć się na scenie tak swobodnie jak wtedy z Wami. Można zupełnie odpłynąć i nie przejmować się czy gdzieś się człowiek pomyli czy zapomni słów – wszystko wybaczycie a w razie potrzeby dośpiewacie za nas 🙂 Jeśli macie ochotę powspominać trochę (lub jeśli nie byliście a chcecie zobaczyć jak było) dzięki, jak zwykle na takie okoliczności doskonale przygotowanemu, Robertowi Mukowskiemu możecie wrócić na chwilę do tego koncertu:
Cisza Jak Ta koncert – II Zlot Ciszaków
Po nas na scenę postanowiliśmy zaprosić Artystę, którego piosenki są bardziej znane niż on sam 😉 Leonard Luther, bo o nim mowa, podczas występu przytoczył nawet historię jak kiedyś w pociągu zaśpiewał jedną z autorskich piosenek w towarzystwie, na co jedna ze słuchających pań powiedziała mu „Leonard lepiej to śpiewa” 🙂 Jak my to dobrze znamy… W końcu w Ciszy najbardziej rozpoznawalny jest zawsze Junek 😉 Koncert Leonarda przepełniony był humorem, ale też zadumą, słowa lekkie przeplatały się z tymi pełnymi mądrości. Zresztą możecie się przekonać sami:
Leonard Luther koncert – II Zlot Ciszaków
Świetnie wprowadził wszystkich zgromadzonych w śpiewankowy nastrój i zaraz po oficjalnej „scenicznej” części szybko przemeblowaliśmy z waszą pomocą dolną salę by, przy wspólnym, oświetlonym jedynie blaskiem świec stole, wszyscy chętni mogli pograć i pośpiewać co tylko dusza zapragnie.
spiewanki.jpg
zdj. Jarek Tao Gonzo
Aby nikt nie mógł się tłumaczyć, że nie śpiewa bo nie zna słów przygotowaliśmy specjalne śpiewniki będące zbiorem, naszym zdaniem „najśpiewniejszych” piosenek 🙂 Gitara wędrowała z rąk do rąk, zewsząd padały tytuły proponowanych pieśni i każdy mógł usłyszeć swoją ulubioną, gdyż gitarzystów było tylu, że jak nie jeden to drugi znał akurat „tę piosenkę”. Dopiero wczesnoporanna pora i przymus pobudki na górską wyprawę skłonił poniektórych uczestników do zakończenia wieczoru, choć byli też zawodnicy hardkorowi, którzy dzielnie walczyli podobno aż do śniadania ;P
Następnego dnia po śniadaniu, chętni (czyt. Ci którzy przeżyli nocne śpiewogranie) Zlotowicze udali się wg planu na kilkugodzinną wyprawę na szlak.

Ponad pięćdziesięcioosobowa grupa Ciszaków, pod kierunkiem naszych Bieszczadzkich Aniołów – Magdy i Gibona – przeszła szlakiem na Kolibę, przez mały i duży szczyt Połoniny Caryńskiej i zeszła szczęśliwie – po uszy w wiosennym błotku do Ustrzyk Górnych.

Pozostali regenerowali siły w zajeździe, ew. udali się na spacer po okolicy. Byli też tacy, którzy od samego rana złapali za gitary i nie pozwalali by choć na chwilę zamilkły śpiewy. Po powrocie naszych śmiałków ze szlaku, czekała na wszystkich nie lada uczta – dzik z rożna. Ekipa zajazdu z Jackiem na czele, w odpowiedniej oprawie częstowali Gości pyszną obiadokolacją.
jacek i dzik.jpg
Właśnie takie przywiązywanie uwagi do, wydawać by się mogło „szczegółów”, stanowi niesamowitą atmosferę tego miejsca. Po posiłku, ogrzaniu i w zasadzie po tym na co kto miał ochotę ;P nastąpiła wieczorem kolejna część muzyczna. Wystąpili dla Was Krzysztof Jurkiewicz oraz Czarek Rogalski czyli reprezentacja zespołu Słodki Całus Od Buby. Jurkiel znany jest z wnikliwej obserwacji rzeczywistości i mądrych, poetyckich tekstów przeplatanych niezwykłą dawką humoru, często prosto z życia wziętych sytuacji z iście teatralną prezentacją tychże. W końcu jest to Artysta na którego piosenkach wychowali się najstarsi członkowie Ciszy i nie wypominamy tu absolutnie wieku Krzyśkowi, jedynie podkreślamy Jego zdobyte wieloletnim scenicznym stażem doświadczenie 🙂 Na drugiej gitarze towarzyszył mu Czarek, na co dzień śpiewający basista (no i co Darku – można?! ;P) Słodkiego Całusa, idealnie uzupełniając harmonie wokali i gitar. Panowie pokazali też, że mają zdrowy dystans do własnej twórczości, kilkukrotnie obracając w żart drobne pomyłki Czarka (prztyczek w nos za autohejt redaktora ;P). Jurkiel dodatkowo spowodował uśmiechy na naszych ciszowych twarzach opowiadając o każdym z nas krótką anegdotę i podobno to nie prawda, że naszych imion uczył się na pamięć po drodze przeszukując internet 😉
jako ciekawostka – Michał pozwolił sobie na mały support, zapraszamy do obejrzenia:
SCOB koncert – II Zlot Ciszaków
Po ich występie i krótkiej przerwie na podłączenie się (co przy sześciu instrumentach i pięciu wokalach chwilę trwa a nad czym ubolewamy, ale niestety jest to konieczne abyśmy mogli zaprezentować choć odrobinę profesjonalny występ) zajęliśmy scenę. Drugiego wieczoru to Wy wybraliście co mamy zagrać tworząc swoisty koncert życzeń. Głośno odetchnęliśmy z ulgą gdyż na całe szczęście w głosowaniu wybraliście akurat te utwory, które jeszcze pamiętamy jak zagrać ;P co, trzeba przyznać, przy ponad 100 tytułach w ciszowym repertuarze ma nie lada znaczenie (a coraz młodsi to my nie jesteśmy ;D). Ten koncert był jeszcze bardziej luzacki niż poprzedni. Żadnego skrępowania ani tremy to wszystko zasługa atmosfery, która przypomina bardziej jam session z przyjaciółmi niż koncert.
Cisza Jak Ta drugi koncert – II Zlot Ciszaków
Po występie tak jak dzień wcześniej zaplanowaliśmy dla chętnych śpiewogranie i mimo iż większość mogła być zmęczona po górskich przechadzkach to chyba jednak z rozbiegu zostaliście aby jeszcze z nami na koniec pośpiewać znów do wczesnych godzin porannych. Rano przyszedł niestety czas na pożegnania, lecz już wtedy wiadomo było, że będziemy kontynuować nową tradycję takich spotkań z Wami. Podsumowując – Drugie, Wiosenne Spotkanie Ciszaków przerosło nasz oczekiwania. Przynajmniej w naszym odczuciu daliście nam mnóstwo radości i wzruszeń a pozakoncertowe bratanie się jest niezastąpioną wartością, nieporównywalną z jakimkolwiek, choćby najbardziej udanym koncertem. To dzięki Wam wiemy, że to co robimy liczy się nie tylko dla naszej zespołowej siódemki. Właśnie organizując taki zlot staramy się podziękować Wam za wsparcie i trwanie z nami, za dobre słowo po koncertach, na powtykanych za wycieraczkę zespołowego busa karteczkach i na stronach internetowych. Za to, że mamy dla kogo grać i tworzyć. Za umożliwienie zorganizowania obydwu zlotów w Zajeździe Pod Caryńską dziękujemy Jackowi i Sebastianowi w tym również za organizację oraz przebieg tej imprezy, ale przede wszystkim za serducho i ugoszczenie wszystkich Ciszaków po waszemu chłopaki; Paulinie za przepiękną oprawę i za to, że właściwie we wszystkim na tym i poprzednim wydarzeniu miała swój udział;

anioł
Całej ekipie zajazdu za zaangażowanie i ogrom pracy jaki wykonaliście w ciągu tych dwóch dni – chapeau bas 🙂 Jarkowi Tao Gonzo za trud włożony w to by każdy z uczestników mógł zabrać ze sobą swojego anioła; Artystom, którzy przyjęli nasze zaproszenie, Leonardowi, Krzyśkowi oraz Czarkowi; Wszystkim, którzy poza sceną stworzyli wielką, wspólną orkiestrę podczas nocnych śpiewanek; Magdzie i Gibonowi, za poprowadzenie najtwardszych zawodników zlotu przez górskie szlaki; Robertowi za wytrwałość i cierpliwość w rejestracji koncertów 😉 oraz każdemu z Was, który najmniejszym choćby gestem przyczynił się do tego by nasze spotkanie było takim jakim było 🙂

Początkowo termin „Ciszak” odnosił się do kogoś z zespołu, dziś my sami nazywamy tak każdego z Was. Dziękujemy Ciszaki za to, że jesteście.

publika.jpg

Na koniec wspominkowo dzięki uprzejmości Elwiry Sztorc, Jarka Gonzo oraz Roberta Mukowskiego kilka zdjęć ze Zlotu:
zyzytrufelmini2ilona2scenazyzy3darek2
mariolilona majkimini3junek


scob

wyprawa2wyprawawidokw gorach2w gorachszczyt lawkaszczyt 2szczytsniegna gorzegorypamiatkowe 2swiniakmariol soligrzaniecspiewanki mariol

 

Do zobaczenia ! ! ! ! !

pożegnaniezajazd

Aż dwa tygodnie potrzebowaliśmy by otrząsnąć się po dawce emocji jakiej doświadczyliśmy na Zlocie 🙂 Pora na nietypowy weekend a to dlatego, że na Poetyckie Piątki Pod Wieżycą do Sobótki zjechaliśmy się specjalnie na jeden tylko koncert po którym wróciliśmy do domów 🙂 U naszych Przyjaciół Kasi i Rysia gościliśmy niezliczone ilości razy, nie tylko z koncertami czy choćby organizując Poetyckiego Sylwestra, ale również czysto towarzysko – zawsze gdy tylko byliśmy w pobliżu. Nasz Junek także zawsze się cieszy z odwiedzin u Hektora, z którym znają się od szczeniaka. Chłopaki przy każdym spotkaniu uwalniają takie pokłady energii, że jeden i drugi śpią potem przez kilka dni 🙂 Tym razem było to spotkanie pt. „Trzej przyjaciele z boiska” 3 przyjaciele
chociaż na samym początku Hektor nie przejawiał zbytnio zainteresowania zabawą z Trufelkiem, stwierdzając zapewne, że ten nie tyle „nie chodzi w mojej wadze” co: „wydaje się być przedstawicielem zupełnie innego gatunku, może chomik?” hektor nie bawi sie z truflem
Poetyckie Piątki Pod Wieżycą to impreza cykliczna, mająca już swoją bogatą tradycję. Gospodarze oprócz znanych i zasłużonych Artystów scen Krainy Łagodności zapraszają na nią także tych, którzy dopiero chcą się dać poznać Słuchaczom. My najwidoczniej stanowimy osobną kategorię ;), gdyż w tej prestiżowej imprezie braliśmy udział po raz pierwszy. Jeszcze większą ciekawostką wydaje się fakt, że pomysłodawcą tych koncertów był nasz Michał, który przed kilkoma laty przekonał Gospodarzy, że na wzięcie udziału w takich wydarzeniach w tym pięknym miejscu znajdą się chętni. Na sam koncert schronisko pod Wierzycą zapełniło się mnóstwem spragnionych łagodnych dźwięków, zarówno nowych jak i troszkę już doświadczonych, Słuchaczy. soboka zza kulis
Jak widać na zdjęciu nie mogliśmy się zdecydować czy wyjść do Was odważnie czy schować się w drugiej części sali, więc zostaliśmy gdzieś pomiędzy ;P Niesamowitej atmosfery nie dało się zgasić wraz z końcem naszego występu i dźwięki gitary płynęły aż do późnych godzin nocnych, mimo iż, jak sami kiedyś usłyszeliśmy „kto to widział żeby w schronisku grać na gitarach?!” 😀
Dziękujemy Sobótka

Restauracja Tequila w Rumii specjalizuje się w eventach spod znaku przyjęć weselnych, komunii, imienin itp. Właściciel Arek Śmiarowski wraz z żoną Basią chętnie organizują także różne koncerty. – nas zaprosili już po raz czwarty. Ostatnio bardzo często grywamy w okolicach trójmiasta tym bardziej cieszy nas fakt, że jeszcze nie macie nas dosyć i tak licznie przychodzicie z nami pośpiewać 🙂 Być może niektórzy z Was byli już gośćmi na jakimś weselu organizowanym w Tequili i powróciły wspomnienia bowiem nie trzeba było specjalnie Was namawiać do wspólnego śpiewania 😉

rumia scenarumia miniusrumia mariolrumia majkirumia juno 2rumia ilona

Choć może tego nie widać na zdjęciach, gdyż autor Marcin Kuptz wyraził na nich nas w bardziej artystycznej formie, koncert upłynął nam relaksacyjnie. Naładowaliśmy tym samym baterie przed ważnym dla nas wydarzeniem, które miało nastąpić w późniejszej części tego weekendu, czyli pisaniem materiału na nową płytę (!). Tak Drodzy Państwo, jest to niezwykle złożony i długotrwały proces i wymaga także Waszego wkładu, w tym przypadku polega on na przekazaniu nam pozytywnej energii oraz zapału do pracy. Zobrazować to możemy w sposób bardzo prosty: jeśli będziemy zdołowani – powstaną smutne piosenki o wszelakich nieszczęściach; jeśli spowodujecie radość w naszych sercach – wręcz przeciwnie 😉 Ku naszej uciesze przeważały emocje zdecydowanie pozytywne, tym samym jeśli, na najnowszej płycie pojawią się jakieś ballady to na pewno będą miały pozytywny przekaz, nawet gdyby jego odnalezienie nastąpić miało dopiero po 254 odsłuchaniach ;P Z Tequilą za każdym razem wiąże się jeszcze inna przyjemna, choć może z pozoru trywialna sprawa – składanie sprzętu możemy zostawić sobie na rano 🙂 Tak więc pakowanie zaczęliśmy skoro świt o 12 gdy na sali była już Pani zajmująca się przygotowaniem jej do jakiejś imprezy, wszędzie było pełno wszelakich ozdób między innymi balony na hel… hehehe… no cóż jak się łatwo domyślić wzięliśmy jeden taki balon na pamiątkę, zresztą zobaczcie sami:

Szemkhel 🙂

dziękujemy Rumia.

Do klubu Akcent w Grudziądzu wróciliśmy po 2 latach. Wygląd sali może być nieco mylący, bardziej by pasowały tu zespoły które do oprawy scenicznej wykorzystują lustrzane kule podwieszane pod sufitem, lasery i stroboskopy ale to tylko pozory ;P Szybko doszliśmy do porozumienia z Panem oświetleniowcem, który zamienił wnętrze klubu na klimatyczne, skąpane w kaskadach świateł miejsce. Namiastkę tej atmosfery uwiecznił na zdjęciach Sławomir Krajewski grudziadz scena niebieskigrudziadz scenagrudziadz scena czerwonygrudziadz majkigrudziadz uklon
Po koncercie zaprosiliśmy naszego Przyjaciela Jurijego na krótką pogawędkę, by powspominać stare czasy, jak to się życie zmieniło i w ogóle o sensie istnienia ;P – zeszło nam lekko do ok 2 w nocy… No cóż jak już pisaliśmy, bardzo rzadko zdarzają się sytuacje, gdy nie musimy dnia następnego jechać do kolejnego odległego miasta, więc mogliśmy sobie na tę odrobinkę szaleństwa pozwolić.
Dziękujemy Grudziądz.


Dłutówek
to miejsce, które darzymy wyjątkowym sentymentem. Do Chaty M. zostaliśmy zaproszeni przez Marcina Kuczkowskiego po raz pierwszy w 2012r. na prywatny koncert dla jego znajomych. Gdy dotarliśmy na miejsce nie mogliśmy uwierzyć w to co zobaczyliśmy, Marcin wraz z rodziną i przyjaciółmi zbudowali pod Łodzią chatę na wzór górskiego schroniska! Bardzo nam to miejsce przypadło do gustu i wracaliśmy tu często, gdy tylko byliśmy w pobliżu, Marcin chętnie nas gościł. To tu przed dwoma laty zaszyliśmy się by pracować nad utworami na płytę Więcej Milczenia, także tym razem postanowiliśmy pójść sprawdzoną ścieżką i na 2 dni to miejsce zaadaptować na nasze przedmajówkowe centrum dowodzenia 🙂 Po zrobieniu zapasów, Junek w tym czasie dzielnie pilnował auta jun.jpg

dotarliśmy w końcu do Chatki i od razu rozpaliliśmy ogień, gdyż pogoda była co najmniej nieadekwatna do pory roku a jak wiadomo w rękawiczkach, trudno się gra na instrumentach ;P
Rozpakowanie sprzętu jak widać nie musi być nudne:

Na wesoło 😀

najwidoczniej Mateuszowi Akcent został w pamięci nie tylko ze względu na wczorajszy koncert ;P
Gdy już zaaklimatyzowaliśmy się odpowiednio mogliśmy rozpocząć pracę.

dlutowek ogien
dlutuwek wewnatrzdlutowek z gorydlutowek junodlutowek piec
Tak jak oczekiwaliśmy, klimaty schroniskowe spowodowały, że nowe pomysły przychodziły z lekkością. Z utęsknieniem patrzymy już w przyszłość nie mogąc się doczekać kiedy będziemy mogli Wam te nasze najmłodsze dzieła przedstawić, a musimy przyznać, że nowa płyta zapowiada się bardzo różnorodnie 🙂 Po godz 3 w nocy stwierdziliśmy, że chyba na dziś już wystarczy tego tworzenia, w końcu nazajutrz gramy koncert, pora iść spać 😀 Rano gdy byliśmy już po śniadaniu przyjechał do nas Gospodarz z synami Adamem i Maćkiem by przygotować Chatkę na przyjazd Gości.
ognisko
Na zdjęciu Marcin buduje konstrukcję, dzięki której będzie można nad ogniskiem upiec sobie coś pysznego prosto z  rożna 🙂 A oto rezultat
ognisko gotowe

Z powodu niespodziewanie ogromnego zainteresowania wydarzeniem obawialiśmy się trochę jak w domku pomieścić ok 100 chętnych tym bardziej, że pogoda, wbrew pozorom
dlutowek niebodlutowek juno zabawa
nie dawała możliwości wysłuchania koncertu z zewnątrz. Zresztą już podczas próby doświadczyliśmy tych arktycznych warunków gdy mroźny wiatr atakował z każdej strony
dlutowek proba
i trzeba było coś wykombinować byśmy nie zamarzli w takcie koncertu a że potrzeba matką wynalazku zespól dosłownie rozwinął żagle ;P
kotarka
Do końca też nie wierzyliśmy, że będzie Was aż tyle w końcu całkiem niedawno graliśmy w Łodzi więc wydawało nam się, że troszkę Was już znudziliśmy a po drugie był to już przecież długi weekend majówkowy i pewnie pojechaliście gdzieś do ciepłych krajów :D. Gdy jednak przychatkowy parking zaczął się zapełniać autami
dlutowek parking

było już pewne że prognozy odnośnie frekwencji się spełnią – zapewne byliście ciekawi tego tajemniczego miejsca 😉 Gdy zaczęliśmy grać temperatura na zewnątrz osiągnęła już swoje absolutne minimum, jedynym źródłem ciepła było dla nas Wasze gorące przyjęcie 🙂
dlutowek sluchaczena scenie
Poczuliśmy się w Waszym gronie na tyle swobodnie, że zaryzykowaliśmy nawet zagranie nowego utworu, który powstał raptem parę godzin wcześniej a którego jeszcze nikt z nas dokładnie nie pamiętał, no ale chyba jakoś wyszło albo jesteście bardzo wyrozumiali i wybaczyliście nam pomyłki 😉 Po koncercie pognaliśmy szybko do ogniska by nadrobić stracone celsjusze i zanim wyruszyliśmy z powrotem do domów usłyszeliśmy od wielu z Was wiele miłych słów i superlatyw odnośnie tego wspaniałego miejsca. Cieszymy się, że wraz z Marcinem udało się Was czymś nowym zaskoczyć 🙂 Dziękujemy Dłutówek.

 

Marzec 2017

Marcową trasę czas zacząć! 🙂 Od razu pechowo: z przyczyn prywatnych nie mogła z nami pojechać na ten weekend Ilona, więc musieliśmy zagrać dla Was jako kwintet. Na początek Poznań w klimatycznym Domu Harcerza.
Niestety po drodze przydarzył nam się mały wypadek, po którym ciszobenc zdaje się osiwiał ze stresu
poznan auto zlom
mianowicie potrąciliśmy jednego z Żółwi Ninja – oto co tylko po nim pozostało:

poznan-misa.jpg
składając hołd poległemu Mateusz wykonał improwizowany rapsod na jego skorupie:

Teenage Mutant Ninja Turtle Shell

Tak na prawdę to Mateusz postanowił poszerzyć swoje instrumentarium o Handpan i obiecał zaprezentować go Wam gdy tylko opanuje ten niezwykły instrument (jak widać i słychać na filmiku, już jest prawie gotowy) 🙂
Grając 140 koncertów rocznie, wiele z nich w stolicy Wielkopolski, nie chcemy popadać w rutynę i staramy się urozmaicać naszym Przyjaciołom Słuchaczom spotkania z nami. Dlatego postawiliśmy właśnie na stworzenie odpowiedniego klimatu dla Naszych Gości i koncert odbył się pod hasłem „świeczkowo” 🙂 zresztą nie pierwszy raz właśnie w tym miejscu, pamiętacie chociażby koncert w grudniu 2016?

https://www.youtube.com/watch Bo Tak Was Kochamy

Jak było tym razem uwiecznił Michał Romanowicz:
poznan 5
poznan 9
poznan 7poznan 6poznan 4poznan 3poznan 2poznan 1
także nasz Michał postanowił nakręcić co nieco zza perkusji, (skoro nie gra to chociaż taki z niego pożytek ;P)

Zostanę za perkusją

zdjęcia robił również Bart Kucharski
Poznan michal kreci
poznan uklon
Dziękujemy Poznań

Następnego dnia wyruszyliśmy do Pasterki. Podróżując po całej Polsce, wyrobiliśmy sobie karty stałego klienta już chyba na każdej stacji paliw, pracownicy witają nas serdecznie, pytają co nowego słychać a my każdego znamy z imienia i nazwiska 😉 Tym samym sądziliśmy, że i asortyment nas już nie zaskoczy, myliliśmy się…
stacja bron
W schronisku Pasterka 2 tygodnie wcześniej zagraliśmy z okazji biwaku N.P.M. tym razem koncert odbył się w ramach festiwalu Pasterskie Anioły. W roli konferansjera Wojciech „Hela” Heliński,
pasterka wojtek
który prowadził również festiwal Interfolk w naszym rodzinnym Kołobrzegu.
Wraz z nami zagrali Nieznośna Lekkość Bytu
pasterka nieznosna lekkosc bytu
oraz Basia Beuth z Zespołem
pasterka bibi
Basia, oprócz tego, że zaprezentowała swój autorski program w ramach występu (jak zwykle świetnego), prowadziła tego dnia również warsztaty wokalne (może gdybyśmy przyjechali odpowiednio wcześniej, zespół wysłałby na przymusowe doszkolenie basistę ;P). Niektórzy z uczestników festiwalu, w ramach poprawy nie tyle umiejętności co odwagi wokalnej woleli jednak wspomagać się elementem baśniowym 😉 Podobnie jak poprzednim razem, nasz koncert wypadł już bardzo późno tym bardziej ucieszyliśmy się ze Słuchaczy, którzy wytrwali by posłuchać i pośpiewać z nami. W drodze powrotnej ledwo uniknęliśmy kolizji z głazem, który jak nic się na nas czaił za zakrętem 😉 pasterka kamien
Gdyby się nie udało zostalibyśmy tu już na zawsze, zostawiamy tu jednak nasze serca
pasterka rip 2
Dziękujemy Pasterka

Na miejsce koncertu we Wrocławiu wybraliśmy Ośrodek Działań Twórczych Światowid. Sala koncertowa w tym obiekcie znajduje się na 3 piętrze, więc łatwo się domyślić, że perspektywa wnoszenia sprzętu nie jest zbyt wesoła. Ku naszej radości do dyspozycji była winda co dostarczyło nam nie lada rozrywki 🙂
wroclaw szyb
wroclaw winda zyzy
Oprócz sprzętu, do rozstawienia mieliśmy jeszcze świeczki, gdyż chcieliśmy powtórzyć klimat z Poznania. Chętnie pomogła nam w tym mała Wiktoria
wroclaw wiktoria
my w tym czasie zajęliśmy się przeglądaniem ofert restauracji w celu zamówienia obiadu
wroclaw zamawiane
(taki podział obowiązków) 😉
Żeby spalić obiad zabraliśmy się za ćwiczenia fizyczne pt. ustawianie 120 krzeseł.
(podczas gdy nasze Futrzaki ćwiczyły leżenie synchroniczne w garderobie)
wroclaw psy
Tym razem ustawiliśmy krzesła również na scenie dla nas by jeszcze bardziej podkreślić siedząco – świeczkowy klimat koncertu.
wroclaw scena
Jak to wyglądało w trakcie naszego występu, uwiecznił Bart Kucharski
woclaw 1

wroclaw koncert

Trufelek jako stary, zmęczony życiem bluesman, czekał cierpliwie aż skończymy by wracać już do domu na zasłużony odpoczynek 😉

wroclaw blues

Dziękujemy Wrocław.
Do zobaczenia za tydzień!

Z okazji dnia kobiet postanowiliśmy zagrać w Bydgoszczy. Z racji, że jest to wyjątkowy dzień to i miejsce musiało być wyjątkowe, idealnie wręcz wpasowała się restauracja/hotel Zatoka u naszych Przyjaciół Ani oraz Janusza, miejsce dobrze nam znane i uwielbiane. Wyjątkowo też koncert wypadł w środę, więc weekend nam się delikatnie rozciągnął 🙂 Zanim jednak spotkaliśmy się w pięknej Zatoce, reprezentanci zespołu w składzie Michał i Darek pojechali do radia PIK udzielić, jakże rzadko u nas stosowanego jako forma promocji, wywiadu (Przyjaciel Zespołu, Roman Leppert, umówił nas z panią redaktor Magdą Jasińską).
retransmisji możecie posłuchać pod tym linkiem:
wywiad w radio pik
Profesjonalizm pani Magdy sprawił, że nie przyzwyczajeni do takiej sytuacji muzycy mogli się rozluźnić a sama rozmowa była czystą przyjemnością. Dalej przyszło nam się zderzyć z kolejną nową sytuacją. Właściciele Zatoki bowiem uznali, że chcą wypróbować nowy układ sali i scenę ustawili w poprzek a nie jak to bywało przy okazji wszystkich zatokowych koncertów (nie tylko naszych bowiem miejsce to od dawna pełni rolę miejskiego przybytku kultury spod znaku muzyki na żywo) – wzdłuż sali.
bydgoszcz scena pusta
Jeśli chodzi o nas to mamy do Ani i Janusza pełne zaufanie więc przystaliśmy na tę propozycję (Cisza chętnie wydeptuje nowe, dotąd nieuczęszczane ścieżki) 🙂 i to był strzał w dziesiątkę, bowiem taki układ poprawił akustykę pomieszczenia i był bardziej korzystny dla słuchaczy także pod względem wizualnym. Tacy właśnie są Gospodarze, ciągle wychodzą naprzeciw oczekiwaniom Gości, nie spoczywając na laurach, organizują coraz więcej koncertów co chwilę poprawiając dzięki zdobytemu doświadczeniu ich jakość. Cieszymy się, że mieliśmy w tym swój mały udział 🙂 My – męska cześć zespołu nie mogliśmy sobie odmówić sprawienia przyjemności naszym Dziewczynom z okazji ich święta, kupiliśmy więc kwiaty 🙂
bydgoszcz scena kwiaty 2bydgoszcz scena kwiatybydgoszcz scena front
dla podkreślenia klimatu dodaliśmy też świeczki, ale dlaczego by nie pójść krok dalej? Chcieliśmy aby wszystkie obecne tego dnia Panie poczuły się wyjątkowo, po zejściu ze sceny wręczyliśmy więc każdej z Was symbolicznego tulipana 🙂 Jakże rożne były reakcje – od zaskoczenia, przez wstydliwość aż po zakłopotanie – co niektóre Panie miały już ręce zajęte pięknymi bukietami a tu jeszcze trzeba było przyjąć jednego od nas 🙂 Po koncercie już tradycyjnie czekała nas kolacja z ekipą Zatoki. Wieczór spędziliśmy na wesoło, wspominając poprzednie nasze wizyty w tym bajkowym miejscu, rozmawiając o zbliżającej się Yapie a także na wymyślaniu nazwy dla Zatoki jako miejsca gdzie można nie tylko skosztować pysznej kuchni (jak to w wykwintnej restauracji), przenocować w iście królewskich warunkach (jak to w hotelu), ale także przeżyć wzniosłe chwile, biorąc udział w koncertach a w przyszłości także innych wydarzeniach artystycznych (jak to w domu kultury). Takie jest to miejsce – swoiste 3 w 1 a dodając ogromne serducha Gospodarzy oraz ekipy Zatoki nasz obowiązkowy punkt na mapie Ciszowych wojaży.
Dzięki uprzejmości Roberta Mukowskiego, możecie obejrzeć fragment koncertu

Kołysanka Dla Joanny – Zatoka 2017

Dziękujemy Bydgoszcz.

 Następnego dnia, wyspani zjedliśmy pyszne śniadanko w towarzystwie Gospodarzy i ruszyliśmy męską częścią do Dębna. (No jak to „męską częścią” , zostawiliście dziewczyny?!) Otóż kiedy my (faceci) spędzaliśmy relaksujący wieczór w Zatoce, Ilona i Ola wzywane obowiązkami pojechały na noc do Gdańska. Dopiero na następny dzień mogły dołączyć do nas już w Dębnowskim Domu Kultury, dzielnie znosząc niedogodności związane z przymusową podróżą (i kto mówił „słaba płeć”?!). Na miejsce dotarliśmy przed umówionym czasem i już się nawet zaczęliśmy rozluźniać,
debno boisko
ale okazało się, że wszystko było już przygotowane, nawet obiad na nas czekał byśmy nie musieli tracić czasu na szukanie restauracji na własną rękę. Bardzo miłe zaskoczenie ze strony organizatora 🙂 Garderoba wyposażona była nawet w dodatkowe instrumenty, gdybyśmy chcieli poćwiczyć przed wyjściem na scenę 😉
debno gaderoba
(mimo, iż od dawna wiadomo, że Cisza nie zajmuje się tak prozaicznymi rzeczami jak ćwiczenia czy próby czego efekty są widoczne i słyszalne na koncertach ;P)
Koncert odbył się pod hasłem Dnia Kobiet, więc i oprawa musiała być odpowiednia
debno scena sala
debno sala
Jako, że dzień wcześniej faceci wykupili wszystkie kwiaty w promieniu 100 km na panie czekał tym razem słodki poczęstunek oraz lampka wina. Niestety nie będziemy w stanie określić czy to przewaga płci pięknej czy właśnie element baśniowy sprawił, że szczególnie nie trzeba było namawiać zebranych do wspólnego śpiewania 🙂
debno koncertdebno widowniadebno uklon zdj Michał Cholewiński
Za zaproszenie, podjęcie, oprawę oraz zdjęcia dziękujemy Michałowi Cholewińskiemu.
Dziękujemy Dębno.

Przybyliśmy do Siedlec z potrzeby serca. Z chęci a wręcz obowiązku pomocy potrzebującym. W naszym odczuciu jest wiele prawdy w powiedzeniu „tyle jesteś wart ile dasz z siebie drugiemu człowiekowi” takiego samego zdania byli także: MOW w Wojnowie, zespoł Hades i zespół Przyjaciele oraz chór Voci Cantati bowiem w tym właśnie zacnym gronie znaleźliśmy się piątkowego wieczoru, współtworząc koncert charytatywny dla Renaty Orłowskiej. Tym razem musieliśmy troszkę się pośpieszyć z ustawieniem na scenie, z racji ilości wykonawców, no ale cóż zrobić jak po drodze znajduje się, no właśnie… siedlce piano.jpg
W całym tym pośpiechu akustycy z niezwykłym rozmachem omyłkowo poustawiali mikrofony
siedlce darek
chociaż kto wie, może to była celowa prowokacja… ;P
Po przygotowaniu sprzętu, zwolniliśmy scenę by pozostali wykonawcy mogli się zainstalować a my pośpiesznie udaliśmy się na obiad do pobliskiej Brofaktury siedlce brofaktura
korzystając z okazji pozwoliliśmy sobie na małą degustację miejscowych chmielowych specjałów
browarki
i mogliśmy wrócić by posłuchać pozostałych wykonawców
siedlce hades
HADES

siedlce przyjaciele
PRZYJACIELE

Renata Orłowska mimo tego, że cierpi na rdzeniowy zanik mięśni jest bardzo aktywna społecznie, zapraszamy na Jej bloga http://zaniczka.pl/

oto kilka zdjęć autorstwa Anny Harasim
siedlce 7siedlce 5siedlce 4siedlce 1
siedlce renata

Trzymamy mocno kciuki za Renatę i również w Jej imieniu – dziękujemy Siedlce!

Jedziemy do Konina na Wielkopolski wZlot Wędrowników 2017. Przejeżdżając przez stolicę napotkaliśmy niezwykły widok, stado żurawi wracających na wiosnę do kraju 😉
zurawie

Rzeczywiście aura za oknem zwiastuje najwidoczniej poprawę pogody, chyba po raz pierwszy tego roku, na pokładzie Ciszobenca można było usłyszeć „otwórzcie okno” ;>
Jako, że Cisza Jak Ta wywodzi się z drużyny harcerskiej, zawsze z sentymentem gramy właśnie dla harcerzy. Choć przeważnie w takich okolicznościach publiczność jest bardzo zróżnicowana wiekowo, tym razem była to zdecydowanie starsza młodzież, która od początku zasłuchana siedziała na karimatach, jednak pod koniec emocje wzięły górę i skończyło się, jak to zwykle u harcerzy, entuzjastycznie. Na miejsce koncertu organizator Michał Romanowicz wybrał hol gimnazjum nr 5 gdyż widocznie tylko to miejsce mogło pomieścić aż 400 osobową grupę słuchaczy.
konin scena pusta 2

Można powiedzieć, że Cisza wróciła do szkoły (albo za karę siedzi kozie)

konin garderoba
Mateusz jako człowiek niezwykle aktywny, nie tylko na muzycznym podwórku można by rzec „zjadł zęby” ;>, spełnia się również jako autor artystycznych zdjęć
konin malowanie
na dodatek wymyśla dla nas na poczekaniu ciekawe rebusy
konin tablica zyzy
ciekawe czy odgadniecie hasło:

konin rebus

podpowiemy, że chodzi o fragment piosenki, zastanówcie się chwilę a tymczasem zapraszamy na fotorelację z samego koncertu, autorstwa Jarosława Zimniaka

konin 8konin 2konin 5konin 7konin 6konin 4konin 3konin 1

na deser jeszcze krótki wywiad z Michałem:
wZlot – wywiad z Michałem

Pora na rozwiązanie rebusu, oczywiście chodziło o fragment tekstu piosenki Ryszarda Rynkowskiego:

konin rebus rozwiazanie
;P

Dziękujemy Konin.

Koncert w Złocieńcu to nie lada gratka dla wykonawcy Krainy Łagodności. Jest to rodzinne miasto Krzysztofa Myszkowskiego – lidera, chyba najważniejszej grupy tego nurtu, Starego Dobrego Małżeństwa. Niezwykle było stanąć na tych samych deskach, poczuć ten nostalgiczny klimat.
zlocieniec sala
Wrażliwość na łagodne brzmienia wydaje się być wrodzoną cechą mieszkańców Złocieńca, ani przez chwilę nie poczuliśmy, że to już ostatni dzień weekendu i wszyscy myślami są już w pracy, wręcz przeciwnie. Na spokojnie, zasłuchani, przy stolikach dawaliście nam odczuć, że to co robimy na scenie jest dla Was nie mniej ważne, niż dokonania Legendy Gatunku. Fotorelację z tego koncertu możecie obejrzeć pod linkiem:

Złocieniec koncert

Zanim zabrzmiały pierwsze dźwięki bisowej Wyspy, Michał złożył hołd Mistrzowi wykonaniem razem z Wami utworu Makatka Ze Złocieńca z repertuaru SDM. Po tym wzruszającym wydarzeniu, czas porozjeżdżać się do domów, w przyszłym tygodniu weekend wolny, więc ładujemy baterie i do zobaczenia w stolicy 24 marca 🙂
Złocieniec – dziękujemy!

 

 

W czterokoncertową trasę Warszawa- Chełm- Rzeszów-Częstochowa ruszyliśmy smutni.
Na tę trasę właśnie zaplanowaliśmy celebrowanie 14 roku współtworzenia poetyckich światów w zespole Cisza Jak Ta. Tymczasem bezduszna służba zdrowia postawiła naszemu basiście – Darkowi ultimatum w stylu służby zdrowia: Albo robimy operację ortopedyczną teraz – albo nigdy.
W ramach kompromisu Darek musiał wybrać opcję „teraz” i zaległ w szczecińskim szpitalu
szpital
na przypadłość muzyków, która wcześniej położyła już na stół operacyjny takie tuzy jak Marylę Rodowicz czy Krzysztofa Krawczyka. Tym razem to nasz basista skazał się na wieczne pikanie w wykrywaczach metali, ale również na jakąś formę fizycznej nieśmiertelności zarazem 😉
My tymczasem ruszyliśmy w trasę z Maćkiem Trembowieckim, z którym mieliśmy już niegdyś przyjemność w zastępstwie Darka współpracować. Ten wulkan energii i uśmiechu jest zawsze świetnie przygotowany do koncertów, również jako zmiennik, a jego niezwykłą sceniczna ruchliwość (na co dzień jest podporą rytmu wystrzałowego składu zespołu Raggafaya) przez całą trasę budziła wesołość naszych Gości i Słuchaczy.
Rozpoczęliśmy w Warszawie. Po raz kolejny, dzięki uprzejmości Sławka Sobotki, mieliśmy przyjemność i zaszczyt spotkać się z Przyjaciółmi ze Stolicy w Sali Reduty Banku Polskiego. To zabytkowe i piękne w swej surowości miejsce w czasie wojny było areną straszliwych walk i miejscem wielu dramatów. Od kilku lat, za sprawą między innymi Sławka – stało się areną prezentowani kultury, również spod znaku Krainy Łagodności. Na nasze 14 urodziny przybyło mnóstwo osób, sala wypełniła się do ostatniego miejsca, a my zagraliśmy nietypowy koncert, będący chronologiczną muzyczną wędrówką po najważniejszych piosenkach ze wszystkich naszych 10 już płyt.
Bardzo wzruszający był to dla nas koncert. Skąpany w świetle kilkudziesięciu świec – z nich również powstał napis „14” pod Ciszakową sceną…
elwira 10
Sala pełna życzliwych nam i rozśpiewanych osób, mnóstwo kochanych dzieciaków oczekujących na Juna, którego ze względu na alergię naszego zmiennika na sierść nie mogliśmy tym razem zabrać… Najmłodsi wybaczyli 🙂 Choreograficzna niezwykłość Macieja im to podobno wynagrodziła 😀
Po koncercie Magda i Sebastian Pawełkowicz, stali Goście naszych nie tylko stołecznych koncertów, przy pomocy Jędrzej Molczyka, który jak zawsze uraczył nas własnoręcznie pieczonym chlebem – zaskoczyli nas wielkim tortem urodzinowym, którym podzieliliśmy się ze wszystkimi chętnymi 🙂
elwira 5 tort
elwira 4 tort
Mnogość życzeń, dobrych słów i emocji płynęła do nas tego wieczoru jeszcze szerszą falą, niż to zwykle bywa w Warszawie… nic tylko tonąć w takiej fali… Ale jeszcze lepiej na niej płynąć na oceany wrażliwości 🙂
Zdjęcia są autorstwa Barta Kucharskiego i Elwiry Sztorc – z serducha za nie dziękujemy 🙂

bart 1bart 2bartelwira 2elwira 3elwira 7elwira 6elwira 9elwira 8elwira 1

Następnego dnia wyruszyliśmy do Chełma. Mieliśmy już przed laty przyjemność wystąpić w plenerze tej uroczej miejscowości, Tym razem pierwotnie mieliśmy być gośćmi miejscowej Biblioteki, która jednak na tydzień przez koncertem postanowiła zmienić plany względem naszego w Chełmie występu…
Nie chcieliśmy jednak pozostawić naszych chełmskich Słuchaczy smutnymi z powodu naszego nieprzybycia, i za sprawą uprzejmości Wojtka Malawskiego, wystąpiliśmy na scenie Strzechy u Wojciecha. Miejsce, które Wojtek prowadzi od 27 już lat jest kolejnym naszym odkryciem na klubowo-restauracyjnej mapie Polski. Urządzone ze smakiem, obwieszona niezwykłą ilością pamiątkowych zdjęć występujących tu artystów… co tu dużo mówić – wystąpili tam wszyscy najwięksi Twórcy scen bluesowych, jazzowych i poetyckich w Kraju i nie tylko. Prawdziwym zaszczytem dla nas było także móc stanąć na tej scenie. Strzecha u Wojciecha to miejsce o atmosferze górskiego schroniska, z przepyszną kuchnią i doskonałym klimatem.
gitary.jpg
Ale przede wszystkim wypełnione serduchem i osobowością samego Wojtka, dla którego Strzecha jest drugim domem. I zarówno zespół, jak i goście Strzechy tak właśnie się tam czują. Ach, gdyby więcej takich miejsc mogło być na mapie naszego pięknego Kraju. I Takich Ludzi…
Nie mogło zabraknąć w tak małej odległości od Lublina naszych etatowych lubelskich Przyjaciół 🙂 !
Jak zwykle zjawili się wszyscy, wraz ze swoimi uroczymi pociechami… Marcel jak zwykle z gitarą, ale tym razem także z siostrzyczką 🙂 Po dzieciach najbardziej widać, jak ten sceniczny czas leci… 😉 ! Bardzo miło było nam również poznać przemiłe rezolutne i wygadane dzieciaki – Julię i Kajetana 8
Aż serce rośnie, jak się widzi zasłuchane młode buźki pod sceną 😉
Będziemy tęsknić za Wojciechową Strzechą i wrócimy tu na pewno nie raz 🙂 !
Zdjęcia autorstwa Krzysztofa Błaszczuka – dziękujemy serdecznie!

2675431

Nasz kolejny przystanek to ukochany Rzeszów. Od lat miejsce naszych najbardziej wyczekiwanych koncertów i najżyczliwszej rzeszowskiej Publiczności. Tym razem dzięki uprzejmości Sebastiana Stachurskiego – wystąpiliśmy nie w kameralnej Sali Turkus, ale w Sali widowiskowej WDK, która ma nie tylko doskonałą akustykę, ale i jest nieporównywanie wygodniejsza dla naszych Słuchaczy.
No i przede wszystkim – mieści ich wszystkich  🙂 !
Po raz kolejny bowiem Rzeszów nas nie zawiódł, i sala WDK wypełniła się Przyjaciółmi Ciszy 😀
Relację z tego koncertu zamieścił na swoim blogu niezawodny Irek Jarecki, prowadzący kultową audycją „Baza Ludzi z Mgły”, niech więc Jego, najbardziej obiektywna relacja, a także zdjęcia Irka i Dominiki staną się opisem tego koncertu 🙂
Od siebie możemy tylko dodać, że Rzeszów jak zwykle rozłożył nas na łopatki swą życzliwością i otwartością na naszą muzykę, a Maciek na basie dał czadu 😀
https://bazaludzizmgly

Na deser udaliśmy się do Częstochowy. Mimo ponad 800 zagranych razem koncertów i kilku w sumie wizyt w Częstochowie – po raz pierwszy mieliśmy okazję zaprezentować pełen, autorski koncert zespołu Cisza Jak Ta. Nasze wcześniejsze wizyty w tym mieście wiązały się bowiem głównie z imprezami harcerskimi i wybór piosenek pod te koncerty odbiegał zwykle od klasycznej, przekrojowej opowieści snutej słowami naszych pieśni.
Z Częstochową spotkaliśmy się w kameralnej Sali Gaude Mater, co po wielkich salach Warszawy i Rzeszowa okazało się nie tylko miłą odmianą, ale także pozwoliło na niezwykle bliski kontakt z Publicznością, której otwartość na nasze piosenki, niemal od pierwszych dźwięków koncertu nas nie tylko zaszokowała, ale także sprawiła, że ten zwykle trudny, ostatni koncert długiego koncertowego weekendu stał się dla nas ogromną przyjemnością. Te niedzielne koncerty zwykle dają się nam bowiem we znaki. Za nami już kilkaset kilometrów, mnóstwo emocji, wrażeń, przeżyć… przed nami – często całonocne powroty do domów w Gdańsku, Szczecinie, Kołobrzegu, Poznaniu, Krakowie…
A i Publiczność niedzielna zwykle bardziej jest myślami przy kolejnym dniu pracy, niźli to bywa w piątek czy w sobotę… Tym razem jednak Częstochowa dała nam tyle życzliwości i entuzjazmu, że poczuliśmy się jak w piątkowe popołudnie i na skrzydłach wracaliśmy do domów…
Zdjęcia dzięki uprzejmości Barta Kucharskiego
bart1bart2bart3

Dziękujemy Warszawo, Chełmie, Rzeszowie, Częstochowo, dziękujemy Maćku za godną i pełną pasji współtworzenia zmianę na gitarze basowej – tylko pozazdrościć Darkowi tak doskonale przygotowanego Zmiennika 🙂 !

(przyp. red. w dodatku z ogromnym poczuciem humoru ;P)

gruby ahmed

Ostatni weekend marca zahaczył nawet nieco o kwiecień 😉 Do zespołu drobnymi
kroczkami wraca Darek
gdynia pociag spacer
i możemy rozpoczynać ostatnią prostą w miesiącu. Na pierwszy ogień Dom Rzemiosła w Gdyni.
gdynia scena pusta

gdynia skladanie Ilona
Ilona uczy się rozkładać sprzęt za Darka 🙂

Koncert „taki sam jak żaden inny” bowiem postanowiliśmy zaprosić do udziału pewnego młodego, niesamowicie uzdolnionego Artystę. Paweł Ruszkowski, bo o Nim mowa, jest człowiekiem o ogromnym talencie zarówno wokalnym, instrumentalnym jak i kompozytorskim, namiastkę jego umiejętności mogliście poznać w utworze Ulice Miasta z płyty Ze Starej Szuflady. Do tego Paweł jest bardzo skromny, dlatego niemal wymusiliśmy na nim by zagrał swój (naszym zdaniem zbyt) krótki recital nie jako support, ale w formie wyróżnionej, środkowej części koncertu. Po reakcjach Słuchaczy widać było, że występ Pawła wywołał zachwyt nad Jego twórczością. W pełni zasłużenie, my od dawna zdzieramy Jego debiutancką płytę Ars Poetica w bencowym odtwarzaczu (polecamy się w tę płytę zaopatrzyć zanim wyczerpie się nakład!) 🙂 Do tego udało nam się wspólnie wykonać 2 utwory z Ciszowego oraz Szufladowego repertuaru a na bis Paweł dołączył do nas w utworze Dom, Który Moją Puentą.
zdj. Robert Mukowski
gdynia mukowski

gdynia gitarygdynia autografy
Dziękujemy Pawłowi za przyjęcie zaproszenia, liczymy, że uda się to jeszcze kiedyś powtórzyć i do zobaczenia w Muzycznym Świecie 🙂
Po koncercie dziewczyny udały się do swoich domów (uroki koncertów w swoim mieście 🙂 ) a chłopaki wyruszyli w podróż do końca nie wiadomo czy kosmiczną czy w czasie, bowiem nie udało się rozszyfrować co to za diabelska maszyna czekała w hotelu ;P

prysznic
Dziękujemy Gdynia.

W piątek wyruszyliśmy do miejscowości Bartoszyce po drodze jednak mieliśmy do wykonania pewną misję. Mateusz, z powodu wciąż zmniejszającej się przestrzeni życiowej, spowodowanej poszerzaniem swojego instrumentarium, zmuszony został do sprzedaży jednego ze swoich zestawów elektronicznej perkusji. W oczekiwaniu na nabywcę, na przydrożnym parkingu niektórzy postanowili spróbować sił w nowej konkurencji sportowej
Ilona na kulach
nie wiedzieć czemu następnego dnia ciągle było słychać „ale mam zakwasy” 😉

Gdy zajechaliśmy pod Bartoszycki Dom Kultury,
(najpierw focia ;P)
bartoszyce benc
(a tak wygląda robienie foci ;P)
focia
czekała na nas niespodzianka. Okazało się, że „coś się nie dogadaliśmy z dyrekcją” i scena była już przygotowana sprzętowo mimo iż planowaliśmy zagrać na naszym nagłośnieniu 😉 Żeby zawsze tylko takie nieporozumienia miały miejsce, spalibyśmy spokojniej i wiele z siwych włosów musiałoby zaczekać jeszcze kilka lat ;P W porozumieniu z panem akustykiem, skompletowaliśmy nagłośnieniowy misz-masz;
bartoszyce scena pusta
my na swoje barki (czyt. na Mariuszowe) wzięliśmy ujarzmienie dźwięku a pan akustyk mógł się skupić na oprawie świetlnej. Marzymy, by w przyszłości mieć na pokładzie własnego tzw. „świetlika”, czyli Mistrza Oświetlenia (CV chętni mogą wysyłać na adres mynieznamysienaoswietleniuamozety@małpa.pe-el ;P). W Bartoszycach zagraliśmy (jak udało nam się ustalić po 2 godzinach burzliwych debat) po raz trzeci, za każdym razem był to inny koncert gdyż w zupełnie odmiennych okolicznościach (raz dla harcerzy, raz z okazji Dnia Niepodległości a teraz najbardziej „nasz” z przekrojowym repertuarem). Bardzo miło było tu wrócić, no i nie mówimy jeszcze „żegnamy” lecz do zobaczenia!
Dziękujemy Bartoszyce.

Następnego dnia Suwałki. Przez krainę wielkich jezior nie mogliśmy przejechać nie napawając się choć odrobinę jej pięknem, choćby zza szyby samochodu ;P
woda2woda1
Nie, no naprawdę nie moglibyśmy sobie darować tak wiosennej pogody w tak uroczym krajobrazie więc jednak postanowiliśmy troszkę się powygłupiać…
nad jeziorem
i pozwiedzać…
suwalki zyzysuwalki band
bunkry 😀 U urodzonego przewodnika wycieczek Michała włączył się zmysł nakazujący mu poszerzenie u nas wiedzy na temat regionu, postanowił więc pokazać nam tutejszą atrakcję turystyczną, poniemieckie bunkry w miejscowości Mamerki z podobno 7 metrowymi ścianami z betonu. Rzeczonych „bunkrów nie ma ale i tak jest zaje…” jak mawiał filmowy Laska z Polski, były za to nie mniej atrakcyjne widoki.
bunkry 1bunkry 4bunkry 3hitler
miny
bunkry 2
Na tę wierze odważył się wejść Michał jednak wytrwał tam całe 6 i pól sekundy ponieważ konstrukcja odchylała się na boki o wartości co najmniej przerażające ;P
Gdy już dojechaliśmy do Pijalni Warki, gdzie miał odbyć się koncert, musieliśmy poczekać aż rozentuzjazmowany tłum zatańczy Belgijkę by móc zacząć wypakowywać sprzęt 🙂
belgijka
Koncert, pomimo drobnych problemów technicznych, możemy zaliczyć do bardzo udanych. Dzięki Waszemu zasłuchaniu, radości i wesołości granie było czystą przyjemnością. W dodatku dostaliśmy słodką niespodziankę i gdy już po koncercie zaskoczyliście nas zainteresowaniem przy stoisku z płytamisuwalki autografy
szybko okazało się co było prawdziwym powodem owej zbiórki ;P
Suwałki tort
za przepyszny urodzinowy tort własnej roboty dziękujemy Uli Masalskiej :*
Dziękujemy Suwałki.

Ostatniego dnia trasy przyszła pora na Zmianę Klimatu w Białymstoku. Miejsce do którego wracamy w ogromną chęcią, gdyż ma same plusy.
n=Nic dziwnego, że miejsce to obfituje w przeróżne wydarzenia:

bialystok plakat
Doskonała wręcz akustyka sali połączona z Waszym zawsze gorącym przyjęciem, sprawia, że nawet niedzielne koncerty mają w sobie ogromnego „pałera”. Z uśmiechem na twarzy można więc było zakasać rękawy i wziąć się do (nie ukrywamy – bardzo przyjemnej) roboty 🙂
bialystok Mini

bialystok sprzet.jpg

Trochę się obawialiśmy, że wczesna pora koncertu (godz 16) oraz przepiękna pogoda zniechęcą Was do zamknięcia się na 2 godziny w zaciemnionym lokalu, otoczonych murami oraz smutnymi dzwiękami. Zupelnie niepotrzebnie 🙂 Sala wypełniła się po brzegi a Wasz czynny udział w koncercie udowodnił, że Cisza bywa bardziej atrakcyjna niż piknik pod pięknym podlaskim niebem 🙂
IMG_1726.JPG
Dziękujemy bardzo Białystok, za tak przemiłe zakończenie tego ciężkiego i pełnego wrażeń miesiąca.

Darek Bądkowski:
-W tym miejscu pozwolę sobie na małą prywatę i chciałem za pośrednictwem niniejszego bloga podziękować moim Przyjaciołom z zespołu za pomoc w dochodzeniu do zdrowia. Za cierpliwość i dostosowanie logistyki trasy do wymagań jakie postawił przed nami mój stan zdrowia. Musicie wiedzieć, że mogłem na każdego z nich liczyć przy każdej czynności jaka mi sprawiała trudność, choćby takich jak ubieranie, wiązanie butów, robienie za mnie zakupów, noszenie bagażu, rozkładania sprzętu czy podanie jedzenia (obyło się bez karmienia – ręce mam sprawne ;P) W domu ogrom wszystkich obowiązków wzięła na swe barki moja dziewczyna – Ewa (KOCHAM CIĘ!!!) natomiast w trasie pomagała mi moja „druga patologiczna rodzinka” ;P – jeszcze raz dziękuję!

Luty

Pierwszy miesiąc jakoś szybko minął, walczymy więc dalej 🙂 Jedziemy do OLSZTYNA. Przy okazji prowadzenia niniejszego bloga, pokażemy Wam, jak życie w nieustającej podróży bywa kolorowe 🙂 Na dobry początek orzeźwiające doznania z samego rana, z właściwą dla tej firmy od lat konsekwencją, zapewnia PKP

lublin-pociag

Chyba każdy, kto ma wątpliwą przyjemność korzystania z uroków naszych linii kolejowych, może potwierdzić ich politykę grzewczą – albo gorąco jak w tropikach, albo wcale ;P  Na szczęście na myśl o spotkaniu z Wami serca same dają wystarczającą ilość ciepła, więc jak powiedział Pan Heniu na remoncie, wskazując palcem na krzywo położone płytki: „ale tu nie ma problemu” ;> Dalej będzie o spełnianiu marzeń. Jak wiadomo, każdy muzyk marzy o zapełnianiu stadionów i w wyobraźni wiele razy malował widownie z tysiącami szalejących fanów… Udało się! Zagraliśmy w amfiteatrze! Z tym że…

olsztyn-widownia

Jaki zespół taki amfiteatr 😛

Oczywiście nie należy brać tego na poważnie 🙂 w sali kameralnej Olsztyńskiego Amfiteatru im. Czesława Niemena zagraliśmy po raz trzeci, byliśmy więc spokojni o warunki tego miejsca. Także o publiczność byliśmy spokojni, w końcu Olsztyn to miasto muzycznie wychowane przez naszych przyjaciół z legendarnej grupy Czerwony Tulipan. Chyba ich sceniczne poczucie humoru udzieliło się i nam, bo koncert przebiegł w niemal kabaretowej atmosferze, no ale kto powiedział, że piosenka poetycka musi zawsze być na poważnie 🙂 Na potwierdzenie zdjęcie zrobione przez Mariusza… wprost z widowni… w trakcie grania bisu…
olsztyn-scena-bis
Tego wieczoru w Olsztynie pojawiły się także Puckie Anioły, czyli Gosia i Robert Mukowscy,

olsztyn-scena-aniol

którzy specjalnie na ten koncert przejechali niemal 250 km tylko po to, by pomóc nam przy koncercie i wrócić do domu. Jesteście NIE-SA-MO-WI-CI ! ! ! 🙂
olsztyn-falkor
Innym ważnym momentem naszej muzycznej wędrówki po Świecie są pokoncertowe spotkania z Wami. Przez dwie godziny na scenie widzimy jedynie zarys Waszych postaci, spowitych w ciemnościach, polegając tylko na słuchu możemy stwierdzić, czy w ogóle ktoś na koncert przyszedł. Dlatego namawiamy byście, na dowód swojej obecności, śpiewali razem z nami 🙂 Miło też nam jest spojrzeć na Was, gdy już reflektory zgasną, chwilę porozmawiać, poznać się albo, gdy przychodzicie po podpis na płycie,

olsztyn-autografy

(niekiedy w emocjach zdarza się nie trafić w okładkę ;P)
olsztyn-autograf-zyzy-2
Dziękujemy Olsztyn

Po tak wzruszającym przyjęciu udaliśmy się na odpoczynek, by następnego dnia…

…Wyruszyć do LUBLINA. Po raz czwarty mieliśmy przyjemność przyjechać do zajazdu ZAŚCIANEK, na zaproszenie Pana Marka Wawszczaka. Nie bez powodu nazwę tego miejsca piszemy wielkimi literami. Właśnie wielkie serce Pana Marka, zarówno w stosunku do nas, jak i miłośników łagodnych dźwięków sprawia, że to urocze miejsce na stałe zapisało się jako obowiązkowa pozycja w naszym kalendarzu koncertowym. O Zaściankowej gościnie niech przemawia fakt, że zanim zabraliśmy się za rozstawianie sprzętu, rzuciliśmy się na przysmaki tamtejszej kuchni
lublin-obiad

prawda, że od razu przyjemniej się zabrać do pracy? 🙂
lublin zyzy benc.jpg
załoga zajazdu jak zwykle spisała się na medal, przygotowując salę na przybycie gości.
lublin sala zdj mariol.jpg
By w pełni oddać atmosferę jaka panowała tego dnia w Naszym Drugim Lubelskim Domu, poświęcić trzeba by było przynajmniej kilka cyfrowych stron niniejszego bloga. Niestety nie da się wszystkiego opisać słowami, zalecamy więc, by następnym razem doświadczyć tego osobiście – ci, co byli, mogą potwierdzić 🙂 Streszczając więc: przeurocze miejsce, Kochani ludzie, raj dla podniebienia i, co najlepsze, klimat nostalgii i zamyślenia dopełniający nasze muzyczne pejzaże.
Autor zdjęć Monika Waśkowicz

2-lublin-mini-zoom-zdj-monika-waskowicz

4-lublin-zyzy-spiew-zdj-monika-waskowic

1-lublin-ilona-zdj-monika-waskowicz

lublin-michal

na tym koncercie nie mogło również zabraknąć Naszego Etatowego Gitarzysty – Marcela

lublin-marcel-zdj-andrzej-rudzinski

zdj. Andrzej Rudziński

żałowaliśmy tylko, że nikt nie odważył się dołączyć do nas z takim instrumentem 😉
lublin-sitar

Trufelek natomiast poczuł się już baaaardzo pewnie i skorzystał z Lubelskiej gościnności na maksa ;P
trufel-lozko
„You Shall Not Pass”

3-lublin-uklon-zdj-monika-waskowic

Dziękujemy Lublin

Ostatni dzień tej trasy zaskoczył nas minimalną poprawą pogody. Do Kielc jechaliśmy więc w towarzystwie nieśmiało jeszcze wyglądających zza chmur promieni słońca, które spowodowały na pewno lekkie niedzielne rozleniwienie 🙂 w sam raz, by zrezygnować z pośpiechu, przystanąć na chwilę w uroczej kawiarence i delektować się pysznym cappuccino… mmm…
kawa-good

niestety życie w trasie niekiedy dotkliwie wymusza kompromisy spod znaku najbliższej stacji paliw…
kawa-bad

no ale ok, umówiliśmy się – panuje niedzielne rozleniwienie, pani z bufetu też ma prawo takowego doświadczać 😉 w końcu, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Pijemy (przepraszam baristów za mylne określenie) kawkę i jedziemy dalej. Gdy dotarliśmy już do rodzinnego miasta naszego politycznie natchnionego poety Scyzoryka, okazało się, że drzwi Studenckiego Klubu Wspak nie stoją przed nami otworem, a jest wręcz odwrotnie – joł! 😛 Tak zyskaliśmy godzinę czasu, którą postanowiliśmy wykorzystać w sposób jak najbardziej właściwy, czyli na posiłek 😀 Udaliśmy się w tym celu do lokalu o śpiewnie brzmiącej nazwie „Krystyna”, przenosząc się w czasie do okresu PRL’u, co dla nas – miłośników filmów Stanisława Barei – było bezcenną atrakcją. „Ahoj przygodo!” krzyknął Mariusz, zamawiając tradycyjną Polską potrawę, czyli „piccę” i pomidorową ;P
kielce-bar-mariol
Z pełnymi brzuchami zrobiliśmy drugie podejście do klubu Wspak, na szczęście tym razem udane. Okazało się, że będziemy grali support przed legendą polskiego metalu – grupą Kat(!)
kielce-plakat
to, że z dwutygodniowym wyprzedzeniem, jest nieistotne 😉
Nic dziwnego, że wykonawcy przeróżnej gatunkowo, w tym i cięższej muzyki, lubią tu grać
kielce-drzwi
warunki akustyczne sali po prostu powalają (i to, jak to najczęściej w naszym przypadku o dziwo, w pozytywnym znaczeniu). Dlatego też, mimo straconej (pomijając niezapomniane wrażenia u Krystyny) godziny, uwinęliśmy się zgrabnie z próbą dźwięku i można było na spokojnie cieszyć się klimatem koncertu 🙂 Na zakończenie weekendu przygotowaliście dla nas bardzo relaksującą, niemal rodzinną atmosferę, rozanieleni wracaliśmy na te parę dni do swoich domów, by już za chwilę z naładowanymi akumulatorami ruszyć w drogę do kolejnych miast.
Dziękujemy Kielce

Gdy spotkaliśmy się w punkcie zbornym w Poznaniu, by rozpocząć drugą w miesiącu lutym trasę, była godzina 12. Niektórzy z nas w tym momencie mieli już za sobą kilka godzin spędzonych w gościnnych progach środków lokomocji dalekobieżnej, zwanymi dalej pociągami. Z radością spojrzeliśmy na pokładowy GPS

pasterka gps.jpg

i ruszyliśmy pełni energii w drogę do schroniska Pasterka, by zagrać na 12 Biwaku Zimowym n.p.m. Tego dnia czekał nas unikalny koncert, bowiem zwykle grami sami (pewnie nikt nie lubi z nami grać ;P), a dziś mieliśmy dzielić scenę z innym wykonawcą. Organizator tegoż wydarzenia, magazyn turystyki górskiej N.P.M. zaprosił również Piotra Wróbla z zespołem. Artysta ten na co dzień jest gitarzystą i wokalistą zespołu Akurat, który to zespół był gwiazdą dnia następnego. Sam fakt, że zarówno macierzysty zespół Piotra, jak i jego solowe poczynania odbiegają stylistycznie od tego co uprawia Cisza, nadawał temu wydarzeniu ciekawy smaczek 😉 Na miejsce dotarliśmy, o dziwo, (prawie) o czasie i po chwili mogliśmy się zająć rozkładaniem sprzętu, co miało niemałe znaczenie logistyczne, albowiem na kameralnej scenie musiały się zmieścić oba zespoły, każdy z całym swoim sprzętem i w dodatku podzielić się czasem na przeprowadzenie próby. Tym bardziej, że jeden z muzyków, jak sam powiedział „przegiął podwójnie”: nie dość, że przyniósł spuchniętą gitarę, to jeszcze nazywał się Gienek ;P

pasterka-gienek

Chłopaki okazali się mega profesjonalnymi muzykami i skromnymi, przyjaznymi ludźmi, mającymi do siebie zdrowy dystans, tym bardziej z chęcią uczestniczyliśmy w ich występie w nie często spotykanej u nas roli – jako słuchacze.
pasterka piotr wróbel.jpg
(na scenie w tle banerek, zapowiadający inną imprezę – Pasterskie Anioły, w ramach której zagramy w Pasterce 4 marca)
Bardzo nam ta rola odpowiadała, mimo iż „zboczenie zawodowe” zwyciężyło i, co chwilę, łapaliśmy się na podpatrywaniu u bardziej doświadczonych kolegów wszelakich zabiegów upiększających ich występ. No ale trzeba przyznać, że pełen profesjonalizm był jak najbardziej widoczny. Aby nie zanudzać Was ciągłymi opisami naszych koncertów, skupiliśmy się tym razem wyjątkowo na występie poprzedzającym nasz 🙂 Przejdziemy więc dalej 🙂 Po zakończeniu koncertu i wstępnym złożeniu sprzętu (pakowanie do Benca zostawiliśmy sobie na rano w ramach zaprawy) o godz. 2 w nocy zmęczenie wzięło górę, zdążyliśmy wypić symboliczną lampkę szampana z okazji urodzin Michała (w tym miejscu należy odnotować fakt, że publiczność jako pierwsza odśpiewała naszemu jubilatowi sto lat jeszcze przed koncertem :)) i udaliśmy się do pokoju. Artyści widocznie nie są takimi twardzielami, jak uczestnicy Biwaku, którzy to spali w namiotach, przy kilkustopniowym mrozie brrrr….
pasterka-namioty

Po całym dłuuuugim dniu ciężko było zebrać siły, by poimprezować lub choćby przygotować się do spania
pasterka-pokoj
pasterka-zyzy

chociaż nie każdemu sprawiło to problem
pasterka-trufel

całe szczęście, że Trufelek był z nami w trasie, bowiem spaliśmy wszyscy w jednym pokoju i faceci mogli bezkarnie chrapać całą noc, potem zwalając wszystko na biednego psiaczka ;P
Dziękujemy Pasterka

Następnego dnia po śniadaniu, spakowaliśmy Benca i ruszyliśmy do oddalonej o godzinę drogi Jedliny-Zdrój, by po raz trzydziesty siódmy zagrać w gościnnych progach Klubogalerii Ciekawa. Tak naprawdę zawitaliśmy tu po raz drugi, ale gościnność gospodarzy – Kasi oraz Zbyszka – sprawia, że w naszym odczuciu musiało być ich co najmniej tyle. Tak więc zaraz po wyjściu z samochodu i zaparkowaniu go obok ciuchci,
jedlina-ciuchcia-i-benc
zostaliśmy przywitani pysznym obiadem (wskazówka na wadze zbliża się do stanu krytycznego ;P). W tym czasie męska część załogi Ciekawej wzięła się za przerobienie części kawiarnianej na salę koncertową.
ciekawa-budowa
Młody adept sztuki scenografii – Igor specjalnie dla nas zbudował zasłonę oddzielającą scenę od zaplecza, dzięki czemu mieliśmy gdzie zniknąć przed i po koncercie, oddając się zajęciom, na które komu przyszła akurat ochota 😉
jedlina-garderoba
Efekt robi wrażenie
jedlina-scena
dobra robota Igor 🙂

To był piękny, zasłuchany i zaśpiewany koncert…
jedlina scena 2.jpg

Wręcz domową atmosferę tego miejsca dodatkowo wzmocniła obecność wielu Przyjaciół zespołu. Z synkiem Ani i Rafała (tzn. „Rysia” oczywiście ;P) Hubertem, wiąże się zabawna anegdota. Otóż ten bardzo młody mężczyzna, widząc jak po koncercie składamy i nosimy sprzęt, zwrócił się do naszej Oli z apelem:
– chodź, pomożesz mi?
– w czym Ci mam pomóc?
– trzeba nosić walizki panom.
😀
jak widać sam też ciężko pracował

jedlina-kacper

Gdy emocje już trochę opadły i uporaliśmy się z „walizkami”, Gospodarze zaprosili nas ponownie do stołu (wskazówka dobiła już do maxa…), tym samym w łeb wziął pomysł powrotu do Pasterki na koncert zespołu Akurat :). Wieczór spędziliśmy na rozmowach otoczeni przyjacielską aurą pozostałych gości, rozpieszczeni do granic możliwości wspaniałościami Ciekawej kuchni. Nazajutrz, po wizycie w krzywym zwierciadle,
jedlina-lustro
śniadanko, pakowanko, pamiątkowe zdjęcie z Gospodarzami – Kasią i Zbyszkiem.

ciekawa.jpg
Dziękujemy Jedlina-Zdrój

i w drogę …

Bywa, że z koncertami trafiamy w miejsca ładne, nawet piękne, tym razem można odważnie stwierdzić, że przyszło nam zagrać w miejscu zapierającym dech w piersiach.
wojnow-palac
Gdy zajechaliśmy na dziedziniec przed pałacem w Wojanowie, aż przykro się zrobiło, że ze względów na porę roku, nie mógł to być koncert plenerowy.

wojanow-plac

zwłaszcza Futrzakom bardzo się tu spodobało

wojnow-pieski

wojnow-most-pieski

No ale przyszło nam zagrać… w stajni 🙂 niech jednak Was to nie zraża, bowiem piękne wnętrza,

wojnow-sala-pusta

a przede wszystkim monumentalna akustyka odsunęły w zapomnienie średniowieczne przeznaczenie tego pomieszczenia, nie pozostawiając ni cienia wątpliwości, że to będzie niezapomniany występ. Przy pierwszej próbie podłączenia prądu okazało się, że modernizacji obiektu dokonali chyba bohaterowie czeskiej kreskówki „Sąsiedzi”, bowiem najwyraźniej hydraulik z elektrykiem się, delikatnie mówiąc, nie dogadali ;P
wojnow prad.jpg
po uporaniu się z zasileniem sceny całość wyglądała już imponująco

wojnow-sala-pusta

i tak też brzmiała. Niesamowicie potężny pogłos nadał naszym utworom niepowtarzalne brzmienie, zwłaszcza Modlitwa Konia Z Transportu zyskała siłę, której się nie spodziewaliśmy.

wojnow-scena-2

Tym razem na bis Michał nie zdołał przywołać zespołu, musiał więc poszukać wsparcia wśród publiczności i tak oto mała Kinga odważnie zasiliła szeregi Ciszy 🙂

wojnow-bis
niesamowite jak łatwo jest namówić dzieci do wspólnego występu, czasem wręcz „przekrzykują” dorosłych 🙂

Po koncercie faceci, pod czujnym nadzorem, posłusznie uprzątnęli cały bałagan ;P

wojnow-sprzatanie

i zespół mógł się rozjechać do domów. Dziękujemy Wojanów

Ostatnia trasa lutego zaczęła się kolejny raz już w czwartek. Tak na prawdę to wyłącznie symboliczne podziały na kolejne małe „traski”, żeby choć trochę oddzielić weekend od „normalnych dni tygodnia” 🙂 Patrząc bowiem w skali roku, można by powiedzieć, że żyjemy w nieustającej trasie z krótkimi przerwami, by odwiedzić nasze rodziny w domach 🙂 Na miejsce koncertowego debiutu w Starogardzie Gdańskim wybraliśmy restaurację Centrum przy Starogardzkim Centrum Kultury, oczywiście nie tylko po to, by móc bezkarnie świętować tłusty czwartek ;P Układ sali nieco wymusił na nas ustawienie, dlatego – zupełnie przypadkowo – sekcja rytmiczna zainstalowała się w „kąciku malucha” 😉
starogard-scena
Gdy sala zaczęła się wypełniać przybyłymi gośćmi, zaczęliśmy się zastanawiać nawet, czy jednak nie zabraknie miejsca dla wszystkich chętnych. Udało się, choć gwar obecny na sali świadczył o wypełnieniu jej po brzegi 🙂 Nic nie zakłóciło jednak atmosfery samego koncertu, szybko okazało się, że trema spowodowana ciszowym debiutem była niepotrzebna i minęła wraz z aktywnym włączeniem się Słuchaczy. Wspólne śpiewanie z Wami zapewniło nas, że nasze utwory doskonale znacie i lubicie. Kociewiacy tym samym zagwarantowali sobie niechybnie powrót Ciszy w region do tej pory nieuczęszczany 🙂 Gdy zakończyliśmy koncert i zniknęliśmy za kulisami (czyt. ani to nie zniknęliśmy ani za kulisami których nie było, po prostu usiedliśmy w kąciku malucha:)), Ilona przeprowadziła mały „sabotaż” i poczęstowała nas pączkami. Jak wiadomo w tłusty czwartek nie można odmówić i nawet nie należy się obawiać o dietę, bowiem naukowcy dowiedli, że, aby spalić kalorie zawarte w jednym pączku, wystarczy leżeć przez 6 godzin ;P Jednak należało się obawiać tego, że wywołacie nas na bis 🙂 Tym samym pośpiesznie jedliśmy pączki „na chomika” by móc jeszcze razem z Wami zaśpiewać ostatnią piosenkę 😉 Za pomoc w organizacji dziękujemy niezastąpionym Gosi oraz Robertowi Mukowskim 🙂
Starogard Gdański – dziękujemy

Następnego dnia udaliśmy się po raz drugi do Domu Kultury w Rawiczu, by dla odmiany zagrać w jego „podziemiach” 🙂 (w 2012 roku zagraliśmy w sali głównej na piętrze). Podczas gdy my rozkładaliśmy sprzęt na scenie, nasze Futrzaki dzielnie pilnowały Ciszobenca,
rawicz-psy
choć już w garderobie Trufelek wolał przesiąść się na jednoosobową brykę.
rawicz-trufel-wozek

Wystrój tego miejsca jest bardzo klimatyczny, wszędzie stoją stare radia, czarno-białe telewizory, które ważyły tyle, co dzisiejsza lodówka 🙂 naczynia, maszyny do pisania itp. – prawdziwa mała wycieczka do XX wieku.
rawicz-maszyna

rawicz-sala
Na wyposażeniu były nawet instrumenty dęte.
rawicz-trabki
Trochę obawialiśmy się o akustykę tego miejsca, bowiem budowa sali z filarami, ceglanymi ścianami oraz wklęsłymi sufitami stawiała niemniej znaków zapytania niż opinia pana akustyka, że „Panie, tu grały i kapele rockowe i disco polowe”. 😉 Na szczęście w opinii naszego akustyka – Mariusza – sala „nieźle gadała”, a sam koncert, za Waszą sprawą, był czystą przyjemnością. Widocznie nie ma znaczenia, gdzie gramy – ważne dla kogo 🙂 Na koncercie pojawiła się ekipa filmowa Studio ZeroCztery, która cały koncert udokumentowała.
Próbkę filmową przedstawiamy poniżej:

W Naszym Niebie

Dziękujemy Rawicz

W sobotę udaliśmy się do Katowic. Będąc na Śląsku, nie mogliśmy nie odwiedzić naszych przyjaciół – Coolmaxa i Lilinki oraz ich synka Wojtusia 🙂
wojcieszek
Jak zwykle nie pozwolili nam opuścić swoich progów głodnymi, przygotowując nam iście królewski obiad, a na deser pyszne ciasto (trzeba będzie poleżeć dłużej niż 6 godzin, by to spalić ;P). To jest typowe dla naszych Przyjaciół zachowanie, nie tylko od zarania dziejów nas karmili, ale wspierali i wierzyli w nas jeszcze w czasach, w których my sami w siebie nie wierzyliśmy. 🙂 Jesteście kochani! Tak więc, ciszowe ciocie i wujkowie pobawili się z Wojcieszkiem i musieli kierować się już na miejsce koncertu. Na tę okoliczność mieliśmy przygotowane specjalne tablice sprezentowane nam po ostatnim koncercie w Old Timers Garage.
katowice-rejestracja
Tym razem zawitaliśmy jednak do MDK Koszutka. Ucieszyliśmy się, że będziemy mogli zaproponować Wam abyście „usiedli przy nas na krzesłach niebieskich”.
katowice-sala
prosimy nie zwracać uwagi na modeli na pierwszym ani drugim planie 😉

Mogliśmy na spokojnie, jak na ciszowe standardy, rozkładać sprzęt, bowiem w garderobie i tak przestrzeń była całkowicie zajęta ;P
katowice-trufel
Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że nasze miejsce jest na scenie 🙂 Zwłaszcza jeśli ta prezentuje się tak niesamowicie.
katowice-widownia
Wspaniale nas przyjęliście, moc wzruszeń i przemiłych słów po koncercie sprawiły, że niechętnie jechaliśmy na nocleg do Sosnowca. Tego wieczora udaliśmy się jeszcze na kolację do indyjskiej restauracji.
katowice-kolacja
Bardzo wesoło spędziliśmy czas w tym uroczym miejscu, bowiem pan kelner, mimo iż świetnie mówił po polsku, miał przeuroczy akcent oraz iście orientalny tembr głosu. Widać było, że kocha swoją pracę, chętnie wdawał się z nami w rozmowę. Ostrzegł nawet naszą Olę, że jej zamówienie „będzie miało jakieś pół kilo” (pewnie obawiał się, że Miniuś nie podoła), ale jedzenie okazało się tak pyszne, że chętnie wszyscy częstowali się nawzajem. 🙂 Nasyceni nie tylko kulinarnie, ale przede wszystkim doznaniami związanymi z koncertem i spotkaniem z Wami, udaliśmy się na odpoczynek.
Dziękujemy Katowice.

Wstaliśmy wypoczęci i gotowi do dalszej drogi, pokrzepieni pięknym widokiem budzącego się poranka za oknem…
katowice-okno
…no dobra, to musieliśmy sobie wyobrazić 😉
W każdym razie, jedziemy do Krakowa. Po niespełna roku powróciliśmy do klubu studenckiego Gwarek, by zagrać ostatni koncert w tym miesiącu.
krakow-benc
Ucieszył nas fakt, że zainteresowanie wydarzeniem było tak duże, że szef Gwarka – Majk musiał dowozić specjalnie dodatkowe krzesła, aby wszyscy chętni mięli na czym usiąść 🙂
Sala wypełniona po brzegi sprawiła, że koncert symbolicznie kończący miesięczną trasę przebiegł w bardzo relaksującej atmosferze, fragment możecie zobaczyć sami:
https://www.facebook.com/klub.gwarek/videos/1440150052664192/?hc_location=ufi

Sympatycy dźwięków Krainy Łagodności w Krakowie zawsze udowadniali, że nieważne czy gramy w klubie Gwarek, Zaścianek, w Rotundzie, na Błoniach, w malutkim Loch Camelot czy gdziekolwiek, zawsze znajdzie się wielu chętnych, by dzielić z nami te 2 godziny współbytowania w śpiewie.
Kraków dziękujemy

Styczeń – pierwsza trasa 2017r.

Drodzy Przyjaciele.
Nasz ostatni wpis na koncertowym blogu opiewał grudniową „ostatnią prostą”.
Rzecz w tym, że był to grudzień 2015 roku, a ogrom spraw koncertowych, który przytłoczył nas w roku 2016 spowodował, że nie daliśmy rady prowadzić faktograficznego i zdjęciowego zapisu naszego koncertowego życia, przez co niemal 140 zeszłorocznych koncertów odeszło w blogowe zapomnienie…
Ponieważ jednak żal za tamtymi wspomnieniami ogarnął nas przemożny – w tym roku ciężar relacjonowania Wam przygód koncertowych naszej muzycznej cyganerii, z rąk Michała, który z nadmiaru obowiązków nie wiedział już w co te ręce włożyć – na swoje barki wziął Darek 🙂
Tym samym z radością wracamy do comiesięcznego wspominania spotkań muzycznych z Wami:)
Na początek osiem styczniowych koncertów – okiem Darka, okraszonych zdjęciami wielu z Was a także naszymi prywatnymi ujęciami 🙂
Będzie jak dawniej –  z dystansem do nas samych i otaczającego nas świata 🙂
Czujcie się u nas dobrze i odwiedzajcie nas czasem 🙂
Ciszaki

Na miejsce pierwszego tegorocznego koncertu wybraliśmy Dom Harcerza w GDAŃSKU. Po miesięcznej przerwie od muzykowania chcieliśmy by było to miejsce sprawdzone, w którym czujemy się dobrze zarówno my jak i Nasi Przyjaciele Słuchacze. Gdy w czwartkowe popołudnie zaczęliśmy się zjeżdżać, każde z nas ze swojego miasta, w znajome mury DH najpierw próbowaliśmy sobie przypomnieć jak to się robiło, do czego jest który kabel oraz ilu jest muzyków w zespole 😉 najbardziej nurtowało nas jednak pytanie czy o nas jeszcze pamiętacie? Niepotrzebnie 🙂 sala wypełniła się po brzegi ludźmi pełnymi niesamowitej energii, która przelana na nas natychmiast postawiła zespół na nogi. Mimo początkowej nieśmiałości zaczęliście z nami śpiewać, co zawsze jest mile widziane (słyszane), zanika wtedy sztuczny podział na muzyków i publiczność. To właśnie wspólne bytowanie w śpiewie buduje szczególną więź i powoduje, że każdy czuje się współtwórcą koncertu. Gościem specjalnym na scenie był piesek. W tym miejscu pewnie „Starzy Wyjadacze” naszych koncertów pomyśleliby sobie „Po co pisać o Junku jako gościu, przecież jest pełnoprawnym członkiem zespołu?!” i mieliby rację. Każdy wie kto w Ciszy jest Prawdziwą Gwiazdą, Łowcą Oklasków oraz Maestro Bisów. A tu PSIkus 🙂 Juno miał tym razem kompana w postaci Trufelka, swojego przyrodniego brata rasy Cavalier King Charles Spaniel, którego dostaliśmy pod opiekę na tę pierwszą trasę. „Młody” jeszcze przed koncertem przejawiał parcie na sito wyglądając zza kotary i wywołując zaciekawienie publiczności.

 

dh-trufel-zdj-ania-osojca

dh-glaskanie-2-pieski-zdj-ania-osojca
dh-2-pieski-zdj-ania-osojca

gdansk-wszyscy

zdj. Ania Osojca

Po rozpoczęciu koncertu szybko wziął się do roboty siejąc zamęt na scenie i plątając się pod nogami zmuszał grających do zwiększenia koncentracji nie tyle na muzyce co na uniknięciu nadepnięcia na tego niesfornego malucha 🙂 po jakimś czasie wziął jednak przykład z doświadczonego Juna i oba pieski poszły spać. Z racji, że miłe chwile szybko się kończą, zanim się spostrzegliśmy koncert dobiegł końca, jednak Wasze reakcje nie pozwoliły nam tak po prostu zejść ze sceny. Występ zakończyliśmy zaśpiewanymi z Wami utworami Wyspa oraz Dom, Który Moją Puentą, podczas którego bardziej spostrzegawczy widzowie zobaczyli niezidentyfikowane obiekty latające za plecami Michała 😉 no cóż, czasem z każdego wychodzi na chwilę dziecko nawet w najmniej niespodziewanym momencie 😉 gdy opadły już emocje mogliśmy stwierdzić, że jeśli pozostałe koncerty będą przyjęte na wzór tego pierwszego, czeka nas udany rok 🙂 za pomoc w realizacji wydarzenia chcieliśmy podziękować niezawodnym Przyjaciołom zespołu: Gosi oraz Robertowi Mukowskim. Po „najprzyjemniejszej” części wieczoru (czyt. mozolnym składaniu całego sprzętu ;P) udaliśmy się na zasłużony odpoczynek:

gdansk-juno-i-trufel-na-lozku

wystarczyło na chwilę opuścić łóżko 😀

 

Drugiego dnia po obowiązkowym śniadaniu w naszej ulubionej Gdańskiej restauracji (uwaga lokowanie produktu ;P) Familia Bistro ruszyliśmy z opóźnieniem do SUCHEGO LASU. Opóźnienie było spowodowane oczekiwaniem na otwarcie tej restauracji no ale nie mogliśmy sobie odmówić smakołyków przepysznej Wileńskiej kuchni 🙂 podróż umilał nam nasz gość, który już się zdążył poczuć na pokładzie Ciszobenca jak w domu

koszalin-ola-zyzy-trufel

dla porównania dzień wcześniej podróżował bardziej ostrożnie 🙂

trufel-w-aucie

tym razem koncert odbył się w modernistycznych wnętrzach Centrum Kultury w Suchym Lesie. suchy-las-scena

Nie byliśmy też pewni jak się w tych warunkach zachowają nasze zwierzątka do kochania, więc cierpliwie czekały na nas w garderobie.

trufel-i-juno-garderoba-suchy-las

„no cóż czasem trzeba odpuścić Chłopaki, odbijecie sobie w Warszawie”

Licznie zgromadzona Publiczność stawiła się w Centrum Kultury przede wszystkim z okazji podsumowania roku czytelniczego i wręczenia nagród dla najlepszych czytelników. Nie wiedzieliśmy więc, czy nasz koncert przyjęty zostanie z równą życzliwością, jak ma to miejsce w przypadku koncertów, na których każdy znajdujący się na sali Słuchacz doskonale wie, na jaki koncert przyszedł:)
Na  szczęście Czytelnicy okazali się życzliwą i zasłuchaną Publicznością, a sam koncert bardzo wzruszającym i zarazem radosnym przeżyciem:) Na nocleg udaliśmy się do pobliskiego Poznania do Michała, który od wrze